Gdy Maximus w „Gladiatorze” wypowiada swoje pełne imię, brzmi to jak deklaracja władzy nad życiem, ale w samym środku tej kwestii siedzi detal, który jest bardziej rzymski niż cała filmowa zbroja: „Decimus”. To nie jest ozdobnik scenarzystów ani przypadkowy łaciński dźwięk. To realny trop, bo w starożytnym Rzymie część imion męskich była dosłownie liczebnikami porządkowymi i znaczyła dokładnie to, co sugeruje ucho: Quintus piąty, Sextus szósty, Septimus siódmy, Octavius ósmy, Decimus dziesiąty. Dzisiejszy odbiorca prawie automatycznie dopowiada do tego prostą historię, że ktoś był piątym synem, szóstym dzieckiem albo dziesiątym potomkiem, a więc dostał „liczbowe” imię jak etykietę na słoiku, tylko że Rzym rzadko działał tak równo, jak lubimy sobie wyobrażać, i właśnie w tej szczelinie między „brzmi logicznie” a „nie da się tego udowodnić” kryje się najlepsza ciekawostka.