Ta strona nie może być wyświetlana w ramkach

Przejdź do strony

Jeśli znajdziesz błąd ortograficzny lub merytoryczny, powiadom mnie, zaznaczając tekst i naciskając Ctrl + Enter.

O rzemieślnictwie rzymskim

Rzymski relief nagrobny ukazujący rzemieślników przy pracy
Rzymski relief nagrobny ukazujący rzemieślników przy pracy

Przepełnieni współczesnym, pełnym szacunku spojrzeniem na rzemieślnika, artystę czy każdego innego szeroko pojętego wytwórcę “własnego” dzieła, możemy dopuścić się niemałego anachronizmu równie pozytywnie oceniając rzemieślnika w antycznym Rzymie.

Posąg Herkulesa.

Wydaje się to o tyle szczególne, że w innej wielkiej antycznej cywilizacji, Grecji (będącej kulturalnie swoistym przodkiem Rzymu), opisywany w artykule zawód rzemieślnika był hołubiony i otaczany czcią. Określano go niejednokrotnie słowem demiurg,  określeniem mającym konotacje wyłącznie pozytywne. P. Vidal-Nacquet nazywał co prawda rzemieślnika greckiego “cichym bohaterem dziejów”, podkreślając pewną niechęć społeczną do tego zawodu (widoczną choćby w tekstach Platona czy Arystotelesa), ale w porównaniu z rzemieślnikiem rzymskim, okrutnie wyszydzanym i traktowanym z pogardą, był on wciąż istotą uważaną za społecznie pożyteczną i wymagającą choć krzty szacunku.

Samo określenie rzemieślnika rzymskiego jako faber zdawać by się mogło dodawać mu animuszu – wszakże nie kto inny, jak sam Bóg, wszechwładca wszystkiego, nazywany jest niejednokrotnie deus faber.  Sami rzemieślnicy odczuwali szczególną potrzebę boskiego wsparcia. Wielki Herkules niejednokrotnie jest przywoływany w epoce archaicznej jako bóstwo odbierające dziesięcinę od nasyconych sukcesem rzemieślników. W III w. p.n.e. garncarze często wykorzystują motyw Herkulesowego triumfu na Olimpie wraz z nieodłączną symboliką maczugi. Dokooptowany do rzymskiego panteonu grecki Herakles niejednokrotnie był łączony z innymi bogami-rzemieślnikami – z niewystrzegającym się sudor, obsesyjnie pracowitym Wulkanem i patronującą sztuce Minerwą. Ten pierwszy był kowalem – rzemieślnikiem z krwi i kości. Wskutek jego pracy grzmiała podobno cała Etna. W końcu nie kto inny jak on, odlewał groty strzał i zbroje dla Marsa czy Minerwy oraz pioruny dla Jowisza. Z kolei wspomniana Minerwa, której święto w dniach 19-23 marca obchodzili rzemieślnicy, artyści i lekarze, z radosnym sercem patronowała wszelkiej maści wytwórcom, zdawać by się mogło, użytecznym publicznie(nie według ogółu Rzymian, ale o tym później). Wykształcił się również kult bóstw sprzyjających ekonomii – Merkurego, Wenus i Fortuny.

Odlew gipsowy mieszkańca Pompejów.

Przykładem tego zjawiska może być przypadek pewnego karczmarza z Pompejów, który do swych tradycyjnych bóstw opiekuńczych, larów i Geniusza, dodaje Merkurego niosącego sakiewkę, czyli szczęście. W tych samych Pompejach inny rzemieślnik, fabrykant filcu, kazał przedstawić swój warsztat pod wizerunkiem triumfującej Wenus(nota bene będącej patronką miasta). Nie należy też zapominać o przykładzie najdonioślejszym – na domicjańskim fryzie na Forum Transitorium Minerwa – bóstwo opiekuńcze cesarza – kieruje pracą prządek i tkaczek; dopiero gdy religia państwowa idzie w parze z preferencjami religijnym rzemieślników, mają oni szansę pojawienia się w sztuce oficjalnej.

Świątynia Herkulesa przy Forum Boarium.

Rzemieślnicy odczuwają wielką bliskość z bogami – wynika to z jednej strony ze wspomnianych wcześniej konotacji aktu twórczego, z drugiej z wyobcowania w społeczeństwie i niechęci, czy nawet pogardy ogółu Rzymian wobec rzemieślników.  Szacunek mogli oni odnaleźć tylko wśród bóstw. Stąd też wiele świątyń otoczonych było przez kramy i warsztaty, które częstokroć opierały się o święte mury. Przykładowo, świątynia Portunusa na Forum Boarium jest otoczona dwoma rzędami tabernae. Familiarna bliskość jest też chętnie i jawnie akcentowana w przydomkach bóstw związanych z szeroko pojętym rzemieślnictwem i wysiłkiem. W Rzymie występował Hercules Olivarius – jego świątynia (piękna rotunda na Forum Boarium) została ufundowana przez handlarza oliwą; był też Apollo Sandalarius, czczony w dzielnicy rymarzy i fabrykantów sandałów.

Związek między świątyniami a rzemieślniczymi warsztatami był tak wyraźny, że niejednokrotnie rzemieślnicy określali miejsce swego warsztatu w odniesieniu do jakiegoś religijnego przybytku:

  • Eborarius (rzeźbiący w kości słoniowej) ab Hercule Primigenio
  • Vestiarius (krawiec) ab aede Cereris
  • Lanius (rzeźnik) ab luco Lubentinae

Z kolei na kajdanach niewolnika, archeologowie odnaleźli taki komunikat:

  • Reduc me ad Floram ad tonsores – odprowadź mnie [zbiegłego niewolnika] do świątyni Flory,  tam gdzie mieszczą się fryzjerzy.”

W tym kontekście jaśniejsze stają się słowa historyka Michael’a Rostovtzeff’a, mówiącego o “business under the aegis of the religion”.

Skoro tak blisko rzemieślnikowi do bóstw, to dlaczego jest on tak niechętnie widziany w rzymskim społeczeństwie? Dlaczego Cyceron uważał, że “posiadanie warsztatu rzemieślniczego kłóci się z kondycją człowieka wolnego” (nec quicquam ingenuum habere potest officina), a “wszyscy rzemieślnicy oddają się podłym zajęciom” (optifices omnes in sordida arte versantur)? Skąd Seneka wyprowadził wniosek, jakoby zajęcia rzemieślnicze były z natury “podłe”, “pospolite” i “nie przystające do prawdziwych ludzkich cnót” (ad virtutem non pertinent)?

By nie rzucać się z oskarżeniami na wybitnych Rzymian, musimy zagłębić się w antyczny sposób myślenia. Termin ars jest nad wyraz szeroki i pojemny – stosuje się go zarówno do bardzo skomplikowanych umiejętności, jak i do działań elementarnych. W nim jednym zawierało się to, co współczesny człowiek nieopatrznie podzieli na odrębne od siebie “rzemiosło”, “technikę” czy “sztukę”. U Rzymian, główna linia rozgraniczenia nie przebiegała między działalnością intelektualną i manualną. Zajęciom nastawionym na przyjemności duchowe przeciwstawiano te związane tylko z celami praktycznymi (animi libera oblectatio/utilitas). Istotę rzeczy dobrze oddaje podział na sztuki “wyzwolone”, czyli godne człowieka wolnego (matematyka, retoryka, filozofia) i całą resztę: od zajęć manualnych po medycynę i architekturę. Nawet najbardziej kompetentni technicy byli skazani na potępienie – w opinii ogółu upodlali sztuki wyzwolone, stosując je w praktyce…

Rzecz jasna ten pełen zawiści stosunek nie przeszkadzał w wykorzystywaniu rzemieślników do rozwijania potęgi imperium, a smak hipokryzji nie wzbraniał największym rzymskiego świata regularnie korzystać z usług wykwalifikowanych ekspertów od aktu twórczego i techniki. Warto przy tym zauważyć, że wspomniani eksperci byli ledwie niemym, bezimiennym narzędziem w rękach prawdziwego “twórcy”. Historyk Pierre Gros celnie zauważył, że zasługa za dzieło zawsze jest przypisywana zleceniodawcy, np:

  • Caesar pontem fecit – Cezar zbudował most

To Cezar nadzorował przedsięwzięcie, prowadził, by tak rzec, ręce wykonawcy. Potwierdza to inskrypcja z Puteoli z roku 105 p.n.e., w której szczegółowo opisano, punkt po punkcie, jak należy stawiać ścianę z opus caementitium, jakiego rozmiaru mają być kamienie, składniki zaprawy, kształt zadaszenia. Nie uświadczymy tam żadnych niedomówień czy zbędnego marginesu swobody. Zrozumiałe w tym kontekście zdaje się więc dlaczego mówimy o pochodzących z Grecji “Dyskobolu” Mirona czy “Doriforosie” Polikleta, a przy tym o wykonanych w Rzymie kolumnie Marka Aureliusza czy łuku Konstantyna. W Rzymie to nie artysta się liczył, lecz zleceniodawca i “sponsor” całego projektu. Nie znaczy to przy tym, że w ogóle nie zdarzały się przypadki dzieł podpisanych przez prawdziwego wykonawcę – już jedna z najstarszych inskrypcji łacińskich głosi na dzbanie “Duenos med feced – Duenos mnie uczynił”. Były to jednak sytuacje nad wyraz wyjątkowe.

Innym ciekawym wątkiem w dyskusji na temat rzemieślnictwa w starożytnym Rzymie może być z pewnością aktywność kobiet. Przeważająca większość płci pięknej związana z opisywanym tematem znajduje się zazwyczaj na skrajnych pozycjach – są to albo biedne robotnice, albo wielkie damy. Te pierwsze są skazane na przebywanie w cieniu, przysypanie piachem po śmierci i zapomnienie w rozhukanym kole historii, drugie zaś są wyjątkami potwierdzającymi regułę.

Minerwa.

O marnym, pełnym okrutnych warunków pracy losie większości kobiet-rzemieślniczek powiemy później. Najpierw przybliżmy sobie wspomniany wyjątek potwierdzający regułę. Eumachia, energiczna i przedsiębiorcza, znajdująca się wysoko na drabinie społecznej, jawiła się sobie współczesnym jako prawdziwa kobieta sukcesu. Należała do rodziny, która osiągnęła wielkiej miary bogactwo poprzez uprawę winorośli i opus doliare (produkcję amfor, cegieł i dachówek). Sama Eumachia zajmowała się tkactwem, co ułatwiały jej związki pokrewieństwa z gens prowadzącym hodowlę owiec. W czasach Tyberiusza Eumachia wzniosła na Forum Pompejów budowlę z charakterystycznym, umiejętnie wyrzeźbionym portalem. Powszechnie uważa się ów “budynek Eumachii” za pompejańską giełdę wełny. W celu dalszego upiększenia nietypowego przybytku, zrzeszenie zawodowe foluszników ofiarowało posąg poświęcony Eumachii. Zrobili to w geście podziwu – oto więc kobieta wyróżniająca się intelektem, aktywnością, inicjatywą i umiejętnym wykorzystywaniem odziedziczonych zasobów pieniężnych mogła liczyć na szacunek “fachowców z branży” (folusznictwo było zawodem typowo męskim, specjalistycznym). Daleko Eumachii od tradycyjnej lanfica,  blisko do dominy sektoru rzemieślniczego. Świadomej mocy zdrowej propagandy Eumachii blisko jest nawet do Augusta piszącego “Res Gestae”, kiedy za pomocą serii kolejnych i kolejnych posągów oraz inskrypcji, przywołujących wielkich Rzymian i julijsko-klaudyjską ideologię dynastyczną, nadaje swemu budynkowi nietuzinkową szacowność.

Eumachia jest przykładem kobiety sukcesu, która sięgnęła po swoje – cóż jednak z innymi przedstawicielkami płci pięknej? Począwszy od epoki królów aż po Cesarstwo, panowała stabilna, głęboko zakorzeniona tradycja określająca obróbkę wełny jako pracę kobiecą – femineus labor, jak mawiał poeta Tibullus. Idealną matroną była wspomniana wcześniej lanfica – kobieta, która przędzie lub tka wełnę oraz pilnuje domowego ogniska, jak niejaka Claudia stwierdzająca na odkopanym przez archeologów nagrobku: domum servavit,  lanam fecit. Z czasem ten “ideał” został odtrącony, głównie za sprawą wyższych warstw społecznych. Według Seneki Retora tkanie powierzono infelices ancillarum greges – nieszczęśliwym rzeszom niewolnic. Poza tymi kilkoma wspomnieniami, autorzy rzymscy raczej nie poświęcali swojej uwagi tak niegodnemu w ich mniemaniu zajęciu. Ta ukryta, ale przy tym jakże rozbudowana i żywa rzeczywistość, jest możliwa do poznania głównie dzięki pracy archeologów. Różne materialne świadectwa obracają się w dużej mierze wokół tematu pensum, określonej ilości wełny, którą trzeba było dziennie przerobić(był to typowy akord dla wszelakiej pracy nisko kwalifikowanej). W Sabinii i Apulii odnaleziono kilka inskrypcji wymieniających conservae lanipendae, towarzyszki niewoli, wspólnie przędące i tkające swoje pensum wełny. Z kolei graffito z Pompejów wylicza imiona trzynastu niewolnic, a obok każdego z nich przedstawia informacje w tym kontekście najważniejsze – wagę przędzy lub długość utkanej tkaniny.

Rzymska kobieta.

Kobiety nie były jednak czynne tylko w tkactwie. Znane są przypadki fryzjerek, farbiarek, piekarek czy kobiet wykonujących wieńce z kwiatów. Oprócz tego można je było spotkać w warsztatach ceramicznych. Dowodem tego mogą być dachówki okazałej świątyni w Pietrabbondante – pochodziły one z cegielni, w której pracowały kobiety, co wiemy dzięki żartobliwym, nieco obscenicznym napisom wyrytym na samych dachówkach. Z kolei odkrycie na terenie warsztatów produkujących ceramikę terra sigillata w Lezoux(Puy-de-Dôme) pochówków noworodków(nierzadko urodzonych już martwych) wprowadza smutniejszą nutę: te noworodki były rodzone w miejscu pracy przez kobiety przywiązane do niego przez swe położenie życiowe. Jak mawiał H. Vernet “Nieszczęśni garncarze, nieszczęsna nędza”. Zapewne jest to zaledwie widzialny ułamek trudów, jakie musiały znosić kobiety w tych antycznych warsztatach.  Robotnice spędzały w nich swe monotonne dni, by wypełnić założone pensum,  a potem wykorzystać marne zarobki na jeszcze marniejsze zakupy.

Będąc przy temacie zarobków typowego rzemieślnika nie sposób nie sięgnąć po porównanie jego przychodów z ceną artykułów pierwszej potrzeby. Jest to zadanie niełatwe, biorąc pod uwagę małą liczbę danych, lecz dzięki wkładowi Jean’a-Paul’a Morel’a i Andrea Carandini’ego możemy spróbować osunąć mgłę tajemniczości z tego tematu. Edykt cenowy Dioklecjana wyraźnie przedstawia, jak niewielka jest skala zysków rzemieślnika w stosunku do ceny tego, co produkuje. Przykładowo, lniana tunika najwyższej jakości za czasów Dioklecjana kosztuje 10 tysięcy denarów, podczas gdy najwyżej(!) wykwalifikowany tkacz(bez wiktu) zarabia 40 denarów dziennie. Robotnik w cegielni dostawał dwa denary za cztery cegły, które zostaną sprzedane za około… 25 denarów. Najtańszy płaszcz z surowej wełny kosztuje równowartość około 33 dniówek tkacza tkającego wspomnianą wełnę, a cena jedwabnej dalmatyki to równowartość nawet dwudziestoletnich zarobków osoby wykonującej materiał. Wynika z tego żałośnie niska siła nabywcza rzemieślników, a co za tym idzie zdecydowanie więcej odkryć archeologicznych po importowanych artykułach spożywczych np. w dawnych obozach wojskowych aniżeli w rzemieślniczych warsztatach. W obrębie klas niższych tylko żołnierze(otrzymujący skromne, lecz pewne i regularne sumy pieniężne, niezależne od wykonywanego dzieła, jak w przypadku rzemieślnika) dysponują realną siłą nabywczą.

Łatwo jest widzieć w rzemieślnictwie zajęcie piękne i prawdziwie ludzkie, przybliżające człowieka do niebiańskiego Stwórcy. Na przykładzie antycznego Rzymu widzimy jednak, jak daleko było takiemu wyobrażeniu do rzeczywistości. Zdarzały się wyjątkowe okresy, jak na przykład za rządów Augusta, kiedy proces upadku godności zawodowej rzemieślnika był hamowany. Wtedy jego praca była właściwie nazywana pracą artysty,  i w taki właśnie sposób traktowana. Występowały wtedy wszystkie okoliczności historyczne mogące stworzyć taki rozwój wypadków: pokój wewnętrzny po długim okresie krwawych walk; silna władza centralna, nad wyraz energicznie i sumiennie propagująca oficjalną estetykę, wzmacnianą przez literaturę (źródło modeli ideologicznych i ikonograficznych); rozwój mecenatu,  wzmacniającego i rozprzestrzeniającego impulsy wychodzące od władzy centralnej; i w końcu wzrost siły nabywczej klas średnich. Rzemieślnik, choć wciąż czujący na plecach zimny oddech swej niskiej pozycji społecznej, doznaje swoistej rehabilitacji – odczuwa słodką dumę z uczestnictwa w zbiorowym wysiłku, zarządzonym przez samego Augusta. Był to jednak wyjątek, słomiany ogień – a praca rzemieślnicza na długo miała jeszcze pozostać obiektem szykan i drwin.

Autor: Juliusz Rakowski
Źródła wykorzystane
  • Alison Burford, Crafstmen in Greek and Roman Society, Cornell University Press, 1972
  • Peter Garnsey (red.), Non-Slave Labour in the Greco-Roman World, Cambridge Philological Society, Supplementary Volume 9, Cambridge 1980
  • Andrea Giardina (red.), Człowiek Rzymu, Wydawnictwo Bellona, 1997
  • Wanda Markowska, Mity Greków i Rzymian, Wydawnictwo Iskry, 2002

IMPERIUM ROMANUM potrzebuje Twojego wsparcia!

Aby portal mógł istnieć i się dalej rozwijać potrzebne jest finansowe wsparcie. Nawet najmniejsze kwoty pozwolą mi opłacić dalsze poprawki, ulepszenia na stronie oraz serwer. Wierzę w to, że będę mógł liczyć na szersze wsparcie, które pozwoli mi jeszcze bardziej poświęcić się mojej pracy i pasji, maksymalnie usprawniać stronę oraz ukazywać świat antycznych Rzymian w interesującej formie.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Nowości ze świata antycznego Rzymu

Jeżeli chcesz być na bieżąco z nowościami na portalu oraz odkryciami ze świata antycznego Rzymu, zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!

Księgarnia rzymska

Zapraszam do kupowania ciekawych książek poświęconych historii antycznego Rzymu i starożytności. Czytelnikom przysługuje rabat na wszelkie zakupy (hasło do rabatu: imperiumromanum).

Zajrzyj do księgarni

Raport o błędzie

Poniższy tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów