Poborca podatkowy: niewolnik własnego urzędu
Kolekcja monet rzymskich ze zbiorów muzeum w Augst | Źródło: Wikimedia Commons.
W państwie rzymskim administracja lokalna oparta była o rady miejskie, zwane kuriami (łac. Curia), czyli zgromadzenia złożone z najzamożniejszych mieszkańców danego obszaru administracyjnego, zwanych kuriałami (łac. Curiales). Pozostali, mogący dołączyć do rady ze względu na posiadany majątek, mieszkańcy zwani byli z kolei dekurionami (łac. decuriales). Co ciekawe, członek rady niekoniecznie musiał być obywatelem rzymskim, dlatego też zdarzali się radni wyzwoleńcy czy bogaci kupcy, choć ci ostatni przed objęciem urzędu musieli zamknąć swoje interesy.
Do obowiązków kuriałów oraz ich pełnoletnich synów, należało m.in. zarządzanie lokalną społecznością, wykonywanie poleceń namiestnika i władzy centralnej, czy też zbieranie podatków. To ostatnie zadanie, będące dość wątpliwym zaszczytem dla osób je wykonujących, zostanie szerzej omówione w niniejszym artykule.
Pobór podatków
Na wstępie wyjaśnić należy, że zadanie poboru podatków (łac. munus exigendi tributi) musiało być wykonywane przez członków rady miejskiej, gdyż ze swej natury nie była to ani praca poniżająca, ani też prosta praca fizyczna, nie dając tym samym możliwości oddelegowania jej innym klasom społecznym w służbie rady. Zasada ta ujęta została w Digesta Iustiniani, czyli zbiorze fragmentów pism jurystów rzymskich, stworzonym na polecenie cesarza Justyniana I Wielkiego celem ujednolicenia prawa stanowionego.
50, 1, 17, 7: Exigendi tributi munus inter sordida munera non habetur et ideo decurionibus quoque mandatur.
— Obowiązek ściągania podatków nie jest uważany za zadanie poniżające i dlatego powierza się go także dekurionom (tłum. własne).
Z dalszych fragmentów wspomnianego zbioru dowiedzieć się także możemy, że pobór podatków był “obowiązkiem osobistym”, czyli zadaniem przypisanym do danego członka rady. Zadanie to było także dziedzicznym, przechodzącym z ojca na syna, choć teoretycznie możliwym było także zrzeknięcie się stanowiska na rzecz innej osoby, co jednak nie było tak proste, co zostanie omówione później.
Rady miejskie pobierały podatki różnego typu i przeznaczenia: lokalne opłaty, czynsze od nieruchomości miejskich, donacje możnych, odsetki z pożyczek udzielonych osobom prywatnym, czy też podatki nakładane przez władze centralne, za wyjątkiem ceł. Zebrane podatki były następnie redystrybuowane dwojako; donacje i czynsze zasilały bezpośrednio budżet rady i miasta, pozostałe zaś były przekazywane skarbowi cesarskiemu, który następnie część środków przekazywał z powrotem do regionu ich zebrania. Przez większość czasu była to ⅓ przekazanej przez miasto kwoty, ale chociażby za czasów panowania dynastii Sewerów miasta zostały pozbawione możliwości dysponowania własnymi środkami, a wszelkie inwestycje były zależne od woli władz cesarskich.
W czasach współczesnych moglibyśmy nazwać to tanim chwytem PR-owym, jednakże Sewerowie znani byli z autorytarnego podejścia, które dobrze podsumowuje porada Septymiusza Sewera do synów:
“Żyjcie w zgodzie, wzbogacajcie żołnierzy, a poza tym możecie gardzić wszystkim”.
Upaństwowienie zysków, prywatyzacja strat
Powracając do redystrybucji środków, przerzucenie obowiązku pobierania podatków na administrację lokalną oznaczało, że władze centralne nie tylko nie musiały powiększać własnych kadr pracowników administracyjnych, ale też nie musiały martwić się o dopływ środków.
Cesarstwo oczekiwało określonego minimum wpływów z danego miasta czy regionu, które musiały być uiszczone pod groźbą różnorodnych kar nakładanych czy to na poborców, czy całość lokalnych władz. Konstytucje wydane w latach 321 i 326 n.e. nakazywały poborcom pokrywać niedobory w monecie lub naturze, jeśli chodziło o kontrybucje żywności (T. Łoposzko, Zarys dziejów społecznych, str. 159). Jeśli odpowiedzialny za pobór podatków kuriał nie był zdolny pokryć w całości różnicy, pozostali członkowie rady zmuszeni byli mu w tym pomóc.
Powyższy system zmodyfikował nieco cesarz Dioklecjan (panujący od 284 do 305 r. n.e.), który jednocześnie rozszerzył zakres przekazywanych państwu podatków o m.in. podatek od spadku, jednocześnie znosząc przymus wyrównywania różnic między przychodzami oczekiwanymi, a rzeczywistymi.
Stanowisko jak kula u nogi
Zniesienie przez Dioklecjana przymusu pokrywania niedoborów z własnej kieszeni może się na pierwszy rzut oka wydawać usunięciem jedynej poważnej wady stanowiska, musimy jednak powrócić do kwestii jego przymusowości.
Raz obrany na poborcę podatków urzędnik nie tylko nie mógł tak łatwo się z powierzonej pracy wycofać, całość jego życia stawała się sprawą państwową. Kuriał nie mógł bez zgody namiestnika prowincji wyjechać do innej prowincji (nawet by stawić się przed samym cesarzem), ani też sprzedać swoich posiadłości czy podjąć innych decyzji, które mogłyby skutkować uszczupleniem jego majątku, ryzykując tym samym jego niewypłacalność w przypadku niewywiązania się z kontrybucji podatkowych.
Ograniczenia były różnorodne i przykładowo poborca, który opuścił rodzinne strony na dłużej niż pięć lat mógł zostać pozbawionym majątku, przekazywanego jego nowo wybranemu następcy, bezdzietnym z kolei poborcom nakazywano ¼ majątku zapisywać miastu. Samo dziedziczenie także wiązało się często ze sporymi kosztami wynikłymi z systemu summa honoraria, czyli przymusowych opłat wnoszonych przez nowo mianowanych urzędników na rzecz państwa. Kwoty wahały się w zależności od okresu, ale wynosić mogły nawet 200 000 sesterców, przekraczając tym samym roczne dochody typowego obywatela z klasy wyższej. Niektórzy szukali ucieczki w stanie kapłańskim, jednakże wstąpienie do niego było możliwe dopiero po uprzednim zezwoleniu władz, które w przeciwnym wypadku mogły siłowo przywrócić kuriała do jego poprzedniego stanu.
Znaczne obciążenia i ograniczenia nakładane na poborców skutkowały dość kuriozalnymi sytuacjami, gdy bogaci obywatele protestowali przed awansem społecznym ich osób do klasy kuriałów, co wiązało się przede wszystkim z ryzykiem zostania następnym poborcą oraz udziałem w składkach na uzupełnienie wymaganych przez Cesarstwo kontrybucji podatkowych. Z drugiej strony już wciągnięci do systemu kuriałowie mieli interes w powiększaniu liczebności swojej grupy, co oznaczało dla nich obniżenie jednostkowego udziału w opłatach. Skutkowało to wciąganiem na listy kurialne nowo przybyłych mieszkańców i inne osoby o znikomym powiązaniu z lokalnym regionem, a które jednak posiadały odpowiednio duży majątek.
Ostateczna reforma
Władze centralne, oprócz wspomnianego już zdjęcia przez Dioklecjana systemu “kar” finansowych starały się także zachowywać balans pomiędzy uciskiem fiskalnym ludności, a bardziej ludzkim, minimalizującym ryzyko niepokojów społecznych, podejściem. Pewne kroki w kierunku przeniesienia zadania poboru podatków na administrację cesarską poczynili Walens (364-378 r. n.e.) oraz Walentynian (364-375 r. n.e.), którzy stopniowo zastępowali emerytowanych poborców kurialnych na administratorów państwowych.
Cesarz Anastazjusz I (zwany Dikorosem), władający Cesarstwem Wschodnim od 491 do 518 r. n.e. ostatecznie odebrał kuriałom zadanie poboru podatków, przeniesione na cesarskich urzędników zwanych vindices. Decyzja ta wynikała najprawdopodobniej z rosnących niepokojów w Cesarstwie, objawiających się m.in. zamieszkami w Konstantynopolu czy Antiochii. To ostateczne zerwanie ze strukturami lokalnymi było uwieńczeniem dłuższego procesu zaczętego jeszcze przed upadkiem Cesarstwa Zachodniego. W dalszych wiekach system poboru podatków ulegał jeszcze wielu modyfikacjom, jednakże żadna z nich nie miała podobnie negatywnych konsekwencji dla osób pełniących rolę poborców.
- Sawicki P., Służby skarbowe w starożytnym Rzymie w okresie Dominatu, UwB, Białystok 2018
- Kasjusz Dion, Historia rzymska (Historia Romana), księga 77, wyd. E. Cary, Loeb Classical Library, Londyn 1914–1927
- Digesta Iustiniani (Digesta Justyniańskie), tłum. T. Palmirski (red.), Kraków 2013–2017
- Łoposzko, T., Zarys dziejów społecznych cesarstwa rzymskiego, Wydawnictwo UMCS, Lublin 1989


