Ta strona nie może być wyświetlana w ramkach

Przejdź do strony

Jeśli znajdziesz błąd ortograficzny lub merytoryczny, powiadom mnie, zaznaczając tekst i naciskając Ctrl + Enter.

Co to znaczy być Rzymianinem?

Orzeł legionowy
Orzeł legionowy

Na pytanie zadane w tytule szukał odpowiedzi zapewne każdy miłośnik antycznej historii – a przynajmniej osoba chcąca być bardziej rozwiniętą, potężniejszą wersją samego siebie, bowiem być Rzymianinem znaczy – być panem.

Zrozumiałym wydaje się być, dlaczego podejście potomków Romulusa jest tak nęcące, szczególnie dla współczesnych ludzi. Myślimy „Rzymianin” – widzimy „bogaty stoik pogodzony z pełnym dobrobytu życiem”. To stereotyp, bolesny szczególnie, jeśli znamy historię nieco dogłębniej niż tylko z gimnazjalnych lekcji. Chyba lepiej prawdziwego Rzymianina nakreślił Henryk Sienkiewicz w „Quo vadis?” – przedstawiony tam Petroniusz, ucieleśnienie wszystkiego, co najlepsze w starożytnych, umie dobrze żyć i dobrze umierać. Spokój mieszkańca Wiecznego Miasta, jego wyjaśniająca wszystko filozofia i wrodzona pochwała piękna a przy tym krytyka brzydoty, zdaje się być kombinacją na tyle zdrową dla człowieka, że warto zastanowić się, jakie cechy przejawiał prawdziwy Rzymianin – i czy my, nieślubni, pogrobowi potomkowie możemy uszczknąć z rzymskiego podejścia do egzystencji coś dla siebie.

Prawdziwy Rzymianin, nasycony podbojami i rosnącym bogactwem, winien przejawiać humanitas. Przymiot ten równa się pewnemu stopniowi ucywilizowania, ogładzie, kulturze, ludzkiej godności. To przedsmak renesansowego humanizmu, a kontynuacja greckiej philantropii (nieco odmiennej w znaczeniu od podobnie brzmiącego, współczesnego słowa). Humanitas oznacza świadomość swojej mocy, a przy tym jej nienadużywanie – to stronienie od wyniosłości i pełnej pychy hardości, przy jednoczesnym czynieniu więcej, niż nakazuje wąska, jednostkowa rozumiana sprawiedliwość. To doszukiwanie się wspólnej ludziom więzi, która zachęca do wsparcia bliźniego w potrzebie i niekatowania go jak zwierzęcia we wnykach.

Słysząc te wzniosłe postulaty coś się w nas burzy – od razu widzimy zakutych w kajdany niewolników, rzesze miejskich żebraków i obcięte ręce galijskich buntowników. Czyżby? Niewolnictwo nie przeczy humanitas – wręcz przeciwnie, wspomniany przymiot uznaje podział klasowy za naturalną i właściwą kolej rzeczy. Pliniusz Młodszy w jednym ze swoich listów kierowanych do innego zarządcy prowincji z jednej strony chwali podejście znajomego namiestnika do ludzi, z drugiej namawia do zmiany tegoż podejścia. Wspomniane podejście oznaczało traktowanie swoich poddanych jak równych sobie. Pliniusz wyjaśnia w liście, że najważniejszą cechą humanitas jest szacunek – nierówności między klasami również powinny być szanowane, a nie nienaturalnie wyrównywane. Od razu na myśl przychodzi cytat z „Pana Tadeusza”, kiedy Sędzia mówi, że „grzeczność wszystkim [się] należy, lecz każdemu inna”. Co do żebraków, pogarda żywiona do ich plugawego bytu przez bogatszych mieszkańców miasta również nie stoi w sprzeczności z humanitas – pomoc takim społecznym mętom mogłaby je jedynie rozpasać i pogorszyć problem; pieniądze można wykorzystać na zgoła lepsze inwestycje, np. drogi czy akwedukty, które przysłużą się całej społeczności. Z kolei wzmianka o „obciętych rękach galijskich buntowników” odnosi się do Gajusza Juliusza Cezara, człowieka, który nie raz okazał w czasie swojej zawrotnej polityczno-wojskowej kariery dobroduszną clementia (łagodność), przebaczając wielkim wrogom. Nawet jego wspaniałomyślność ma jednak swoje granice. Czara cezarowej goryczy została przelana podczas kolejnego buntu nieokiełznanych Galów – i rzeczywiście, spotkała ich za to brutalna kara obcięcia rąk. Ponownie, nie jest to żadne okrucieństwo, żadne zaprzeczenie czy wypaczenie idei humanitas – raz, że Cezar zmuszony był to zrobić dla dobra całego Rzymu (Galia musiała zostać w końcu ujarzmiona, uspokojona), dwa, że wcześniej okazał Galom litość, lecz oni wykorzystali to w haniebny sposób. Takie wystąpienie burzy porządek świata, uczy złego wykorzystywania litości i miłosierdzia – a więc taki występek musi być, dla dobra wspomnianego świata, właściwie ukarany.

Panorama na pozostałości po rzymskich zabytkach w Timgadzie (obecna północna Algieria). Rzymska kultura sięgała naprawdę daleko.

Powyższe przykłady zostały przytoczone w celu odróżnienia humanitas od altruizmu czy chrześcijańskiego miłosierdzia i „nadstawiania drugiego policzka”. Humanitas to umiłowanie piękna i tępienie brzydoty. Nieuzasadniony sadyzm jest nieestetyczny – stąd nie uświadczymy go u prawdziwych Rzymian. Za to zasłużona dominacja nad krnąbrnym wrogiem czy niewolnikiem jawi się już jako przyjemna dla oka i duszy – stąd jest powszechna i mile widziana.

Humanitas nie jest też zniewieściałością, stronieniem od walki, trudu czy unikaniem labor i sudor. Myliłby się ten, kto porównując oblanego zaschniętą, wrogą krwią centuriona i wypachnionego, rozleniwionego bogactwem senatora, za „prawdziwszego” Rzymianina uznałby tego drugiego. Wręcz przeciwnie – sam Cezar, prawdziwy potomek Wilczycy z krwi i kości, tak mówi o przerafinowaniu kulturą i unikaniu „dzikości”, za przykład podając różne plemiona napotkane podczas Wojny galijskiej:

Wszystkie te plemiona różnią się między sobą mową, obyczajami i prawami. Gallów oddziela od Akwitanów rzeka Garonna, a od Belgów Matrona i Sekwana. Z nich wszystkich najdzielniejsi są Belgowie, ponieważ mieszkają najdalej od kultury i cywilizacji (naszej) Prowincji, przez co kupcy bardzo rzadko do nich zachodzą przywożąc towary przyczyniające się do zniewieścienia ludzi, a poza tym sąsiadują z mieszkającymi za Renem Germanami, z którymi prowadzą ustawiczną wojnę. Z tego powodu również Helwetowie przewyższają dzielnością pozostałych Gallów, gdyż niemal w codziennych walkach ścierają się z Germanami, bo albo odpierają ich od swoich granic, albo też sami na ich ziemiach wojują.

Cezar mówi tym samym, że człowieka hartuje unikanie zbytku (w formie np. towarów zniewieściających ludzi) oraz walka, w tej czy innej formie. Tym samym negatywnie wartościuje całkowite zawierzenie cywilizacji przy jednoczesnym ignorowaniu siły drzemiącej w pierwotnych, zwierzęcych instynktach.

Polityczny następca Cezara, Oktawian August, również był świadom prawdziwego znaczenia humanitas, kiedy w „Res Gestae” mówił:

Wolałem pozostawić przy życiu obce ludy, którym mogłem bezpiecznie wybaczyć raczej, niż je unicestwić.

Słowa te wyrażają spokojne poczucie własnej potęgi – oto jednym skinieniem augustowego palca można było wymazać z historii nie jedną obcą kulturę. Nie stało się tak tylko dzięki wspaniałomyślności rzymskiego princepsa, który zrobił to nie z naciąganej litości, lecz przemyślanej politycznej kalkulacji. Gotów byłby brutalnie zmiażdżyć każdego wroga, jeśli ten okazałby się zagrożeniem dla Rzymu – w podejściu tym przypomina greckiego Agesilaosa, w którego usta Ksenofont włożył takie słowa:

Potrafię wrogom wyrządzić tyle zła, ile dobra przyjaciołom.

Choć mówił to Grek, to trudno o lepszą kwintesencję rzymskiej humanitas. Przymiot ten głosił obronę pięknych, stałych wartości Wiecznego Miasta – a to nierzadko oznaczało krwawą rozprawę z najeźdźcą próbującym wspomniane wartości zanieczyścić.

Pokolorowana rzeźba Augusta z Prima Porta.

Warto mieć przy tym świadomość, że prawdziwą humanitas wyrażali tylko wielcy Rzymianie – jednostki wybitne, geniusze swoich czasów. Tak było, jest i będzie – podobnie teraz, choć większość świata głosi uznawanie chrześcijańskich prawd Jezusa, to jedynie nieliczne jednostki są gotowe by wyrażać i stosować je w pełni. Ogół antycznych mieszkańców Wiecznego Miasta i okolic był nieco prostszy w swej ideologii w porównaniu do Cezara czy Augusta. Dla większości liczyła się rozkręcona do granic możliwości wojenna machina podbojów, bycie twardym dla ubogich, wzmacnianie powszechnych więzów klienteli. Święty Augustyn mówiąc „O państwie Bożym” to właśnie zarzuca ogółowi Rzymian – troskę jedynie o pokój, dobrobyt i przyjemności, przy jednoczesnej obojętności na moralność i zbawienie. Nie da się ukryć, że pater Ecclesiae miał w swych oskarżeniach trochę racji, czego dowodem zdaje się być incydent z udziałem pewnego stoika. W roku 66 n.e., za panowania Nerona, stoicki senator Traseas został oskarżony o skrytą opozycję wobec cesarza, o bierny opór i nieuczestniczenie w żadnym akcie publicznym; co ciekawe, oskarżono go też o separatyzm, unikanie ludzkiej społeczności, o omijanie „forów, teatrów, świątyń”. Fora, theatra, templa – do tego można było sprowadzić codzienne życie ogółu wykształconych Rzymian. Stronienie od takich przybytków ludzkiej przyjemności jawiło się jako niewłaściwe, nienaturalne, a nawet groźne – wyjaśnia to agresję w stosunku do chrześcijan. By wyłamać się z kultu „forów, teatrów i świątyń”, trzeba było być albo szaleńcem nie dbającym o swe społeczne życie – albo jednostką wybitną, której w głowie było urzeczywistnianie prawdziwej humanitas, a nie jej zubożonej, naiwnej odmiany.

Poza przejawianiem tego niezwykłego przymiotu, być Rzymianinem z krwi i kości oznacza też mieć filozoficzną świadomość wspólnego wszystkim ludziom bytu na Ziemi przy jednoczesnym nie czerpaniu z tej świadomości bierności. Józef Flawiusz w „Wojnie żydowskiej” opisuje łzy Tytusa oblegającego Jerozolimę. Wódz ma świadomość okropności wojen, brutalności jakiej się dopuści – ale jego empatia wobec zarzynanych buntowników nie przesłania mu obowiązku wobec Ojczyzny. Nie chodzi o to by być zwierzęciem instynktownie zabijającym inne, wrogie „gatunki” – trzeba mieć poczucie ludzkiej więzi, pewne współczucie, pozbawić się sadyzmu, a przy tym nie pozwolić sobie na zniewieścienie, bowiem krew i tak musi zostać przelana, pytanie tylko w jaki sposób. Tytus osobiście wyjaśnia oblężonym jerozolimczykom, że zostaną potraktowani z najwyższą surowością – robi to z goryczą, nierad z krótkowzroczności buntowników.

Ilustracja ukazująca Jerozolimę tuż przed wybuchem pierwszej wojny przeciw Rzymianom, w I wieku n.e.
Autor: Rocío Espín Piñar

Podobnie wspomniany wcześniej Juliusz Cezar – on także gorzko zapłakał nad odciętą głową Pompejusza Wielkiego, mimo że ten był jego politycznym wrogiem, o którego porażkę się starał. To piękna, rzymska kombinacja – mieć pewne współczucie wobec przeciwnika, pozbawić się nieludzkiej nienawiści, a przy tym dalej robić to, co do nas należy.

Zrozumiałe w tym kontekście stają się też łzy, jakie według historyka Polibiusza Scypion Afrykański Młodszy przelewa na widok płonącej Kartaginy, mówiąc:

To samo może się pewnego dnia przydarzyć Rzymowi.

Sam Seneka mówił też w „O spokoju ducha”:

To, co przytrafia się jednemu człowiekowi, może się przytrafić drugiemu.

Na głębszej, ideowej płaszczyźnie w istocie ludzki los jest taki sam – to poczucie dla Rzymianina jest jednak źródłem mocy (fizycznej walki napędzanej duchową świadomością), a nie bierności. Potomek Wilczycy musi w stoicki sposób wypełnić swoje zadanie w kosmosie – pokonać wroga.

Być Rzymianinem oznacza też akceptować swoją potęgę, nie mieć potrzeby jej uzasadniania i nie przejmować się opinią innych – jakże to cenne dla współczesnego człowieka, tonącego w morzu tzw. „hejtu”.
Rzym traktował swoje podboje jak fakt naturalny, niejako zewnętrzny, niepotrzebujący analizy i filozoficznego uzasadnienia. To duża różnica w porównaniu np. z czasami hellenistycznymi, kiedy to Isokrates musiał przedstawiać imperialistyczne zakusy Filipa II Macedońskiego (dotyczące podboju Persji) jako „chwalebną krucjatę przeciw barbarzyńcom”. Rzym nie potrzebował takich ideologicznych ramek teatralnej i nieco naciąganej „misji”. Nie podawał się za lud wyższego rzędu, za naturalnego wodza innych ludów – głosił jedynie wyższość swojego oręża, czystą dominację wojenną. Nie usprawiedliwiał się, nie babrał w filozoficznych uzasadnieniach typu „Każdy na miejscu takiej potęgi jak Rzym robiłby to samo” bądź „Każdy wolałby mieć niewolników niż być w niewoli”. Nie potrzebuje nawet przedstawiać narodowego egoizmu jako rzeczy świętej. Nie mówi nic – teksty łacińskie (przynajmniej te dotyczące podbojów okresu republiki) są pod tym względem nieme, słusznie milczą. Rzym panuje, bo jest ludem królewskim – a król nie ma uniwersalnej legitymizacji. Króluje, bo jest królem – sobą. To fakt dokonany, wynikający jedynie z wyższości wojskowej, sukcesywnie kutej na drodze oręża i krwi przez długie dekady. Dopiero lata później Rzymian dopadną dziwne wyrzuty sumienia, zachęcające do uzasadniania wojen przeszłości.

Co do zaś krytyki wobec Rzymu ze strony innych ludów, oszczercze słowa wrogów były cytowane bez skrępowania, w formie zabawnej anegdoty, niczym monologi szaleńców mówiących od rzeczy. Historycy łacińscy nie ignorowali złych słów wypowiadanych za granicą o Rzymie, a wręcz sami, z brawurą, wkładali je w usta niemądrych krytykantów:

Rzymianie nie mają od dawna innego powodu prowadzenia wojny z każdym ludem, z każdym państwem, z każdym królestwem bez wyjątku, niż ich bezdenna żądza władzy i bogactwa.
~Król Mitridates

Tacyt, Żywot Juliusza Agrykoli, 30

Ci grabieżcy całego świata nazywają fałszywym imieniem władzy kradzież, rzezie i porwania; obrócić kraj w pustynię – to nazywają pacyfikacją.
~Król Brytów

Tacyt, Żywot Juliusza Agrykoli, 30

Wspominany Tacyt w kolejnych ustępach „Żywotu Juliusza Agrykoli” cieszy się jednocześnie z podbojów i relacjonuje, z jaką łapczywością podbici Bretończycy chłonęli rzymską kulturę, szczególną uwagą darząc omówioną wcześniej w artykule humanitas.

Akwedukt rzymski Pont du Gard w południowej Francji.

Niewprawiony w rzymską mentalność czytelnik jest skłonny przyznać pokonanym królom rację, a przez to dziwić się spokojowi, z jakim przytacza ich słowa łaciński historyk. Nic bardziej mylnego – Tacyt przytacza krytykę tylko po to, by ukazać do jakich absurdalnych rozmiarów może rozrosnąć się histeryczna złość wrogów ojczyzny Potomków Wilczycy. Zarzuty Mitridatesa to bełkot pokonanego i perfidnego rozbójnika, nie mogącego pogodzić się z porażką. Jego mowa jest pełna oszczerstw. Starł się z Rzymem nie mając z nim nawet wspólnej granicy, chcąc opanować niepodległe ludy będące jego sąsiadami. Senat zaś, jako stróż wolności, wziął tych ostatnich w obronę. W oczach Rzymian imperialistą i agresorem jest Mitridates – i za to zasługuje na brutalne zdominowanie. Wolni od pełnych wyrzutów sumienia namiętności, Rzymianie są w stanie rządzić swym wielkim państwowym tworem w sposób godziwy, skuteczny i dumny – i my także winniśmy się tym zainspirować, skupiając się na sukcesywnym rozwijaniu swojej życiowej potęgi, a nie słuchaniu opinii „znajomych-królów Mitridatesów”.

Autor: Juliusz Rakowski
Źródła wykorzystane
  • Gajusz Juliusz Cezar, Wojna galijska, tłum. Eugeniusz Konik, Wydawnictwo Ossolineum, 1978
  • Józef Flawiusz, Wojna żydowska, tłum. Jan Radożycki, Wydawnictwo Oficyna Wydawnicza RYTM, 2010
  • Św. Augustyn, Państwo Boże, tłum. Władysław Kubicki, Wydawnictwo Antyk Marek Derewiecki, 2002
  • Tacyt, Żywot Juliusza Agrykoli, tłum. Władysław Okęcki, Wydawnictwo G. Gebethner i Spółka, 1895
  • Człowiek Rzymu, pod red. Andrea Giardina, Wydawnictwo Bellona, 1997

IMPERIUM ROMANUM potrzebuje Twojego wsparcia!

Aby portal mógł istnieć i się dalej rozwijać potrzebne jest finansowe wsparcie. Nawet najmniejsze kwoty pozwolą mi opłacić dalsze poprawki, ulepszenia na stronie oraz serwer. Wierzę w to, że będę mógł liczyć na szersze wsparcie, które pozwoli mi jeszcze bardziej poświęcić się mojej pracy i pasji, maksymalnie usprawniać stronę oraz ukazywać świat antycznych Rzymian w interesującej formie.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Nowości ze świata antycznego Rzymu

Jeżeli chcesz być na bieżąco z nowościami na portalu oraz odkryciami ze świata antycznego Rzymu, zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!

Księgarnia rzymska

Zapraszam do kupowania ciekawych książek poświęconych historii antycznego Rzymu i starożytności. Czytelnikom przysługuje rabat na wszelkie zakupy (hasło do rabatu: imperiumromanum).

Zajrzyj do księgarni

Raport o błędzie

Poniższy tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów