Ta strona nie może być wyświetlana w ramkach

Przejdź do strony

Jeśli znajdziesz błąd ortograficzny lub merytoryczny, powiadom mnie, zaznaczając tekst i naciskając Ctrl + Enter.

Dzieje wojen punickich

Ten wpis dostępny jest także w języku: angielski (English)

O wojnach punickich każdy co nieco słyszał, każdy co nieco wie. Nazywano tak wojny Republiki Rzymskiej z Kartaginą, fenicką kolonią, która stała się odrębnym państwem. Kart Hadaszt (Nowe Miasto) było stolicą północnoafrykańskiego kraju. Kraju, który posiadł wielkie bogactwa, głównie dzięki wyśmienitej flocie oraz świetnie rozwiniętym handlem, bo w kupiectwie Punijczycy nie mieli sobie równych. Jednak dlaczego wojny Rzymu z Kartaginą nazywamy punickimi? Otóż dlatego, że po łacinie słowo Punicus oznaczało Kartagińczyka.

Republika Rzymska, jak i Kartagina, to dwa silnie rozwijające się państwa. Rzymianie zdobyli dominację na Półwyspie Apenińskim, natomiast Kartagińczycy w północnej Afryce, a także w Hiszpanii. Oba kraje wkrótce stały się dominującymi siłami w basenie Morza Śródziemnego i konfrontacja była właściwie nieunikniona. Doskonale zdawały sobie z tego sprawę również władze tychże państw.

I wojna punicka

Pierwszą wojnę punicką wywołali zawsze sprawiający problemy mamertyni. Nazywano tak italskich rozbójników żyjących właściwie poza prawem, najętych niegdyś w Kampanii jako oddziały Agatoklesa. Słowo mamertyni w ich własnym dialekcie oznaczało ludzi boga wojny. Stacjonowali oni w Messanii (dzisiejsza Messyna). Jak już powiedziałem, wiecznie sprawiali jakieś problemy: raz zaczęli wymuszać opłaty od miast sycylijskich, innym razem doskwierali Pyrrusowi (tu akurat walcząc po stronie sojuszu rzymsko-kartagińskiego), tym razem jednak mieli napięte stosunki z greckim królem Syrakuz – Hieronem II. Mamertyni zwrócili się więc do Kartaginy z prośbą o pomoc przeciw Hieronowi. Osiągnąwszy zaś swój cel, postanowili wyzbyć się punickiego garnizonu. Co zrobili? Poprosili o pomoc Rzymian. Ci zdawali sobie sprawę, że mimo nie tak dawnego przymierza z Kartaginą (zawartego przeciw Pyrrusowi), ta stanowi jednak duże zagrożenie. Zagrożenie, które znajduje się bardzo blisko, bo tuż za wąziutką Cieśniną Messyńską. Okazja wyeliminowania Kartagińczyków z walki o prymat w basenie Morza Śródziemnego wydawała się bardzo kusząca i Rzymianie postanowili z niej skorzystać. Zawarli przymierze z mamertynami, którzy pokrzepieni sojuszem z silnym państwem wyrzucili Kartagińczyków z Messanii. W takim układzie Punijczycy zaczęli współpracować z Hieronem II. Ich wojska przypuściły atak na Messanię. Można w takim razie powiedzieć, że wtedy już rozpoczęła się wojna. Pełnym jej początkiem okazało się jednak przybycie na Sycylię armii rzymskiej pod wodzą ówczesnych konsulów. Siły Republiki chciały uwolnić sprzymierzone miasto spod ataków wrogiego wojska.

Z wojnami punickimi wiążą się dwie niezwykle ciekawe i nadzwyczajne wręcz sytuacje. Kartagina, która dysponowała w większości najemnikami i swoich wojsk miała naprawdę mało, wydała dwóch bardzo zdolnych wodzów, mianowicie Hamilkara i jego syna Hannibala, pochodzących z rodu Barkidów. Z kolei Rzym, nie mający właściwie żadnych tradycji morskich, w pośpiechu zbudował potężniejszą od kartagińskiej flotę. Jak to się stało? Jest dwie wersje tego zdarzenia: pierwsza mówi, że Rzymianie odnaleźli wrak punickiego pięciorzędowca i na nim oparli produkcję (niemalże seryjną) swoich penter. Druga zaś głosi, że Hieron z Syrakuz po zawarciu sojuszu z Republiką, udzielił Rzymianom istotnych porad odnośnie budowy okrętów, a także dostarczył własnych pięciorzędowców dla skopiowania.

Dydona wznosi Kartaginę, William Turner

Wróćmy jednak do przebiegu zdarzeń. Rzymska armia pod wodzą dwóch konsulów – Appiusza Klaudiusza Kaudeksa oraz Maniusza Waleriusza Maksimusa uwolniła Messanię od Kartagińczyków, a Maximusowi nadano przydomek Messalla. Po pobiciu wojsk kartagińskich i syrakuzańskich, przezorny Hieron II porzucił Punijczyków i związał się sojuszem z Rzymianami w roku 263 p.n.e. Z kolei w 262 r. p.n.e. armia rzymska zdobyła położoną w północno-zachodniej części Sycylii Segestę. Nie był to jednak koniec marszu poprzez wyspę. Po ciężkim oblężeniu pod naporem rzymskim padło Akragas (Agrigentum) – miasto na południu Sycylii. Punijczycy nie chcieli jednak ustąpić i Rzymianie pojęli, że nie wygrają tej wojny, jeśli nie staną się dla Kartagińczyków godnym rywalem na morzu – Kart Hadaszt leży bowiem w Afryce, więc Rzym bez floty bezpośredniego zagrożenia stanowił dla wroga nie będzie. Tak oto nastąpiła omówiona przeze mnie wcześniej sytuacja – błyskawicznego budowania floty przez Rzymian. Dzieło było to wspaniałe, a wysiłek wielki. Jeśli czegoś od Rzymu powinniśmy się nauczyć to właśnie determinacji i nieustępliwego dążenia do celu. Jak bowiem, bez tych dwóch cech, państwo nie mające właściwie żadnych morskich tradycji w krótkim czasie wybudować mogło flotę potężniejszą od tej należącej do potęgi morskiej Kartaginy?

Kartagina przed pierwszą wojną punicką.

Flota rzymska liczyła 160 okrętów. Dodatkowo Rzymianie wyposażyli swoje okręty w tak zwane kruki, o których za chwilę. Dowódcą został Gajusz Duiliusz – konsul w 260 r. p.n.e. Polibiusz podaje, że kiedy Gajusz Duiliusz dowiedział się o pustoszeniu przez wrogą armię okolic miasto Mylae, poprowadził tam całą flotę. Kartagińczycy byli w świetnych nastrojach, płynęli jak po swoje, w sile 130 statków. Bardzo pewni siebie, zachowywali się jak lew szykujący się do posiłku. Przecież antylopa nic złego mu nie zrobi. Rzymianie jednak przystąpili do bitwy z respektem, niezależnie od 30 okrętów przewagi, można rzec, że Kartagina była faworytem do zwycięstwa. Jednak popełniła poważny błąd – lekceważenie przeciwnika. Punijczycy nawet nie ustawili się do bitwy. Kiedy się zbliżyli, ujrzeli przedziwne pomosty wzniesione w górę, znajdujące się na przodzie statków. Były to kruki. Nie przejęli się zbytnio, przecież „lądowi ludzie” nie zdołają pokonać morskiej potęgi. Zaatakowali Rzymian z pełną śmiałością i przesadzoną wiarą we własne siły. Wtedy też na ich okręty spadły owe dziwaczne (z perspektywy Kartagińczyków) pomosty. Po nich z kolei wybiegać zaczęli żołnierze rzymscy, piechota, która swym wyszkoleniem przewyższała najprawdopodobniej wszystkie ówczesne piechoty świata. Punijczycy zaskoczeni, nie byli w stanie przeciwstawić się Rzymianom w walce na pokładzie. Nie dorównywali im w tym rzemiośle. Ginęli albo poddawali się. Stracili 30 okrętów z załogą, także statek wodza – Hannibala, syna Giskona (nie mylić z Hannibalem Barkasem, synem Hamilkara). Hannibal zdołał zbiec na małej łódce. Napływały tymczasem kolejne okręty punickie. Widząc los poprzedników, żeglarze zbaczali z drogi, by kruków uniknąć. Chcieli zaatakować jednostki wroga od boku lub od tyłu. Jednak rzymskie statki z tymi pomostami była niemal wszędzie. Jeśli Kartagińczycy się zbliżyli, byli momentalnie atakowani i wyłapywani. Punijczycy pogodzili się z dotkliwą klęska, tym bardziej przytłaczającą, że odniesioną na morzu. Stracili 50 okrętów, dowódca wraz z resztą dobytku odpłynął do Kartaginy. Rzymianie odnieśli wielkie zwycięstwo. Wielkie pierwsze zwycięstwo morskie nad potężną Kartaginą. Dla zwycięzców był to dowód na to, że wroga można pokonać, natomiast dla przegranych – zimny prysznic. Bardzo zimny, rzekłbym lodowaty. Nie był to jednak koniec katastrof, jakie spadły na wielką Kartaginę. W 256 r. p.n.e. u przylądka Eknomos na południowym wybrzeżu Sycylii stoczyła się kolejna wielka bitwa morska. I znów flota Punijczyków została zdruzgotana, nawet jeszcze bardziej, niż pod Mylae, bo Kartagińczycy stracili aż 80 okrętów. W jakimż szoku musieli być politycy w Kartaginie, gdy dowiedzieli się, że oni, morskie imperium, doznaje kolejnej już upokarzającej wręcz klęski z rąk największego wroga i to morskiego żółtodzioba w dodatku.

Rzymianie postanowili jednak pójść za ciosem i pragnęli idąc ze zwycięskim impetem zniszczyć Kartaginę na jej terenie, dlatego też Rzymianie jeszcze w roku 256 p.n.e. wysadzili swoje oddziały na wybrzeżu Afryki. Wojska Republiki zaczęły wędrować ku stolicy wroga. Tym razem jednak Kartagińczycy nie zlekceważyli rywala, którego największą siłą była walka na lądzie. Korzystając ze swych ogromnych zasobów majątkowych zatrudnili utalentowanego spartańskiego wodza Ksantipposa. Wyszkolił on armię punicką i ta przedstawiała znacznie większą wartość bojową niż przed szkoleniem. W 255 r. p.n.e. doszło do bitwy, w której Punijczycy pokonali najeźdźców pod wodzą konsula Regulusa. Piechota rzymska została otoczona przez jazdę kartagińską i przez nią rozbita. Regulus dostał się do niewoli. Jak gdyby nieszczęść było mało, burza zdruzgotała flotę, którą Rzymianie wysłali w celu ocalenia niedobitków armii Regulusa.

Hastati

W roku 254 p.n.e. Rzymianie zaatakowali i zdobyli sycylijskie miasto Panormos (dzisiejsze Palermo) należące do Kartaginy, znajdujące się na północnym wybrzeżu wyspy. Walki toczące się w trakcie pierwszej wojny punickiej były bardzo zaciekłe. Cztery lata po utracie miasta Kartagińczycy przypuścili atak mający na celu odbicie Panormos, jednak został on odparty przez Lucjusza Cecyliusza Metellusa, który po zwycięstwie ruszył do kontrnatarcia i osaczył dwa zachodniosycylijskie miasta, a nazywały się one Drepana oraz Lilybaeum (znajdujące się na zachodnim przylądku Sycylii o nazwie takiej samej jak miasto). W 249 r. p.n.e. szala zwycięstwa znów przechyliła się na drugą stronę. Publiusz Klaudiusz Pulcher próbował zdobyć miasto Drepana atakiem od strony morza, jednakże nie udało mu się tego dokonać, co więcej, sztorm rozbił resztę floty rzymskiej u południowego brzegu Sycylii. Później jednak znowu zaczęli zwyciężać Rzymianie. Zdobyli górę i miasto Eryks na zachodzie Sycylii. Zajęcie Eryksu spowodowało odcięcie Drepany od dróg lądowych. Wracając jednak do twierdzy w Lilybaeum, Rzymianie oblegali i próbowali zdobyć to miasto bardzo długo, bo aż przez 9 lat, czyli do końca pierwszej wojny punickiej. Kluczowe dla przebiegu tej wojny było przede wszystkim zdominowanie morza. Dlatego to, że Rzymianie oblegali Lilybaeum, jeszcze nie musiało kończyć wojny. Wiedzieli oni o tym, nie zapominając oczywiście, że na lądzie mierzyć się muszą z potężnym Hamilkarem Barkasem – znakomitym dowódcą, którego zlekceważenie albo pozwolenie mu na błysk geniuszu mogło być tragiczne w skutkach. Trzeba więc było wystawić nową flotę i odciąć Hamilkara od możliwych posiłków ze stolicy jego państwa. Nową flotę, bo poprzednie sponiewierały liczne sztormy. Zbudowano ją w 242 r. p.n.e. Dowództwo objął Gajusz Lutacjusz Katulus, będący wtedy konsulem. Zdecydował się on na wydanie wielkiej bitwy flocie punickiej, która pojawiła się w pobliżu Wysp Egackich przy zachodnich brzegu Sycylii w roku 241 p.n.e. Powiem tylko, że flota kartagińska została doszczętnie rozbita, a miało to miejsce najprawdopodobniej 10 marca.

Gdy tylko Kartagińczycy dowiedzieli się o klęsce, kolejnej już zresztą, wysłali gońca do Hamilkara, aby przekazać mu, że od tej pory Barkas ma pełne prawo decyzji, został niejako najważniejszą postacią Kartaginy. Jak podaje Polibiusz, Hamilkar postąpił dzielnie i właściwie. Dopóki istniały jakiekolwiek szanse na pozytywne dla Punijczyków rozstrzygnięcie wojny, walczył zaciekle i twardo stawiał Rzymianom opór. Jednak gdy wszystko już co miał Barkas w zanadrzu zawiodło i nie było żadnych widoków na powodzenie, wysłał do Lutacjusza posłów. Przekazać mieli oni, że Kartagina chce pokoju. Lutacjusz przystał na to, gdyż i Rzym wydawał się być znużony ciągłymi zmaganiami z Kartagińczykami. Zastrzegł jednak Rzymianin, że jego decyzję musi potwierdzić zgoda ludu rzymskiego, wtedy będzie ona wiążąca. I tak oto zakończyła się długa i męcząca (264 r. p.n.e. – 241 r. p.n.e.) wojna nazywana pierwszą wojną punicką. Jednak na tym nie koniec mej opowieści, bowiem wspomnieć należy o ciężkich warunkach pokoju, jakie Rzym narzucił przegranej Kartaginie. Kartagińczycy musieli całkowicie opuścić Sycylię, nie prowadzić wojny z Hieronem II, jak i z Syrakuzami, którymi ten władał, a także ich sprzymierzeńcami. Punijczycy mieli też oddać Rzymianom wszystkich jeńców bez okupu oraz zapłacić gigantyczną kontrybucję – 3200 talentów srebra (w przeciągu 10 lat). Przyjmując, że talent waży 26, 12 kg, policzyć można, że Kartagina musiała zapłacić około 83, 5 tony srebra. Punijczycy byli wprawdzie bogatym narodem, jednak taka kwota musiała i na nich zrobić wrażenie.

Po pierwszej wojnie punickiej oba państwa powróciły do swych problemów. Można powiedzieć, że momentalnie skorzystałyby ze słabości rywala, jednak zając się musiały swoimi własnymi kłopotami. I tak Rzymianie zdołali dość mocno ugodzić Kartagińczyków. Powiedzmy zatem trochę o kłopotach Punijczyków. Wybuchnął bunt najemników. W innym państwie żadnej tragedii by z tego nie było, jednakże jak wiemy w Kartaginie stanowili oni trzon armii, toteż problem, który się wykroił, był problemem bardzo dużego kalibru. Kartagina przetrwała powstanie tylko i wyłącznie dzięki umiejętnościom dowódczym Hamilkara. Najemnicy kartagińscy z Sardynii przyzwali tam… Rzymian, którzy wyspę zajęli. Kiedy Punijczycy zaczęli protestować, Rzymianie obłudnie zagrozili Kartaginie wojną i zmusili ją do czegoś w rodzaju bezwarunkowej kapitulacji, do oddania wyspy Sardynii dołożyli jeszcze Korsykę i kolejne 1200 talentów srebra kontrybucji. Jednak Hamilkar ocalił swą ojczyznę od upadku, który mógł nastąpić w wyniku buntu. Jego imię powoli obrastało legendą, jednak nigdy nie zyskał takiej sławy jak jego legendarny syn, Hannibal. Po pierwszej wojnie punickiej niezależność zachowały Syrakuzy, które z Rzymem połączone były przymierzem. Przejdźmy teraz jednak do kłopotów Rzymu, bo i te małe nie były. Na północy Italii podjęto kolejne walki z Galami. Rzymianie musieli także podporządkować sobie iliryjską królową, bo ta, podjudzona przez Macedończyków, rozciągnęła swą władzę na południe i aktywnie wspierała korsarstwo, gdyż stanowiło ono podporę iliryjskiej gospodarki. Z piractwa Iliryjczyków Rzym oczywiście profitów nie czerpał, przynosiło ono spore straty, więc proceder ten trzeba było ukrócić, co zostało wykonane przez niezwykle konsekwentnych Rzymian.

W 238 r. p.n.e. stosunki Rzymu i Kartaginy znowu stały się bardzo napięte. Potęga kupiecka zdała sobie sprawę z siły Rzymian na morzu i przestałą oczekiwać wiecznego pokoju. Kartagina zaczęła szykować się do wojny. Wielki Hamilkar, mając u boku swego utalentowanego, młodego, zaczynającego swe wielkie dzieje syna – Hannibala, pojawił się na Półwyspie Iberyjskim, gdzie zaczęli rozszerzać wpływy punickie. Zajmowali miasto za miastem, zdobywając kolejne tereny czynili Kartaginę coraz silniejszym państwem. Hamilkar traktował Iberię nie tylko jako obszar ekspansji gospodarczej, ale i jako bazę wojskową, taką, z której dobrze będzie uderzyć na Rzym. Wielki Hamilkar jednak poległ. Może w boju, może było to morderstwo, tego się nie dowiemy. W każdym razie młody gniewny Hannibal, jeszcze za życia ojca, przyrzekł mu wieczną nienawiść do Rzymu i to, że zrobi, co w jego mocy, aby zniszczyć swego największego wroga, największe supermocarstwo ówczesnego świata – Republikę Rzymską. Hannibal szedł i zajmował wszystko w Iberii, co tylko stanęło mu na drodze. W myślach zaś płonęła jego nienawiść do Rzymu. Właściwie wszystko czynił z nienawiści do Rzymu, to dodawało mu sił. W swej drodze po Półwyspie Iberyjskim natknął się wreszcie na Saguntum – miasto mające handlowe powiązania z Massilią oraz będące związane z Rzymianami sojuszem. Saguntum opierało się przez 8 miesięcy, po tym czasie poddało się. Podbój miast iberyjskich trwał długo, bo w latach 237-219 p.n.e. W międzyczasie młody Barkas poślubił iberyjską księżniczkę, co nie przeszkodziło mu jednak w gromieniu tamtejszych plemion. Hannibal wiedział, że swymi działaniami zwrócił na siebie uwagę Rzymian. Postanowił więc uderzyć, zanim Rzym zareaguje.

Hannibal ante portas!

Hannibal zaniedbał Iberię. Na czele 35-40000 ludzi skierował się ku Rodanowi. Prowadził również słonie. Wszyscy wiemy, że Hannibal przemaszerował ze swą armią przez Alpy. Było to wielkie i niezwykle ryzykowne przedsięwzięcie. Chciał tym szalonym manewrem zaskoczyć Rzymian, którzy spodziewali się, że Barkas szedł będzie wzdłuż wybrzeża. Hannibal liczył na to, że wojska swoje wyżywi w trakcie przemarszu przy pomocy plemion galijskich zajmujących tereny, przez które się przeprawiał. Plemiona galijskie miały jednak różne stosunki z punickim wodzem. Niektóre pomagały, niektóre próbowały się przeciwstawiać wielkiej armii maszerującej przez ich terytorium. Niejednolity stosunek miało również plemię, które żyło w dolinie Rodanu, w miejscu, gdzie chcieli się przeprawić Punijczycy. Mieszkańcy zachodniego brzegu pomagali, jak tylko mogli, budowali nawet najróżniejsze łodzie dla Hannibala, aby przeprawić jego wojska. Już w tym momencie zaczynało się robić ciekawie, ponieważ Galowie z wschodniego brzegu Rodanu przeprawę Kartagińczyków blokowali. Dla genialnego Barkasa nie stanowiło to jednak większego problemu, rozprawił się z nimi w sposób wręcz efektowny. Wysłał mały oddział Bomilkara na drugi brzeg, prowadzili go przyjaźni Galowie. Rodan przekroczyli w miejscu odległym o dzień drogi w górę rzeki, gdzie pośrodku nurtu znajdowała się wyspa. Jazda przeprawiła się na tratwach, a piechota iberyjska przepłynęła… na własnych tarczach. Cała ta operacja przeprowadzona została nocą, by przeciwnicy się o niej nie dowiedzieli. Kiedy główne siły Hannibala rozpoczęły przeprawę, wrogo nastawieni Galowie zorientowali się, że zostali otoczeni przez ów oddział Bomilkara. Zaczęli uciekać w panice. Kartagińczycy przekroczyli Rodan. Zaledwie trzy dni później w Massilii wylądowała armia rzymska pod dowództwem Scypiona (który był ojcem legendarnego Scypiona Afrykańskiego). Rzymianie liczyli na przechwycenie Barkasa, jednak obóz Punijczyków był już pusty. Scypion zdecydował, że nie będzie ścigał Kartagińczyków, tylko uda się do Iberii, żeby odciąć Hannibala od ewentualnych posiłków, których mogłyby dostarczyć garnizony pozostawione na Półwyspie Iberyjskim przez młodego punickiego wodza.

Marsz przez Alpy to epicka wręcz opowieść, pełna dramaturgii i może nawet zwrotów akcji. Mało kto mógłby się pokusić o takie przedsięwzięcie, Hannibal udowodnił jednak, że przy swym geniuszu nie brak mu również nuty szaleństwa. Barkas był gotów zaryzykować wszystko, by tylko zniszczyć Rzym. Mimo młodego wieku punicki wódz imponował swym nieporównywalnie wielkim intelektem. Nieraz pokazał, że skłonny jest do dużego ryzyka. Jeśli miałbym porównać Hannibala do jakiegoś bohatera literackiego, byłby to z pewnością Richard Rahl z „Miecza Prawdy” Terry’ego Goodkinda. Obaj nie traktowali otaczającej rzeczywistości w kategoriach „możliwe” i „niemożliwe”. Hannibal słynął z niekonwencjonalnego i niestandardowego myślenia. Z pewnością nieraz żołnierze zadawali Barkasowi pytanie: „Jak zaskoczymy Rzymian, skoro wiedzą, że tu jesteśmy i pewnie obstawili drogi?”. Syn Hamilkara odpowiedziałby z pewnością: „Zablokowali wszystkie przejścia? Przejdźmy tam, gdzie nie ma przejścia!” Podsumowując parę informacji na temat profilu psychologicznego Hannibala, można zauważyć, że był to człowiek niezwykle odważny, kreatywny i skłonny do ryzyka, ale przede wszystkim pałający ogromną nienawiścią do Rzymu. Jeśli zaś chodzi o przejście przez Alpy, to nawet Liwiusz, który z przychylności dla Kartagińczyków nie słynął, był pod wielkim wrażeniem tego dokonania. Historycy od starożytności spierają się o miejsce przekroczenia Rodanu i Alp przez Punijczyków, toteż nie możemy jednoznacznie ocenić, gdzie to się odbyło. Pewnym jest natomiast, że Hannibal nie maszerował do Alp najkrótszą drogą. Kartagińczycy szli w górę Rodanu przez cztery dni. Po tym czasie udało im się zyskać poparcie jednego z galijskich plemion. Stało się tak dlatego, gdyż Barkas pomyślnie rozstrzygnął spór o następstwo przywództwa w plemieniu.

Atak słoni Hannibala.
Na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0.

Szacuje się, że Hannibal podczas przemarszu przez Alpy stracił ponad 25% swojej armii. Kiedy w szkole opowiadano jak to Punijczycy przeprawiali się przez góry i ilu ich przy tym zginęło, przed oczami pojawiał mi się obraz zmordowanych, dzielnie maszerujących wąskimi przełęczami żołnierzy, którzy cierpieli z powodu wielkiego mrozu. Silny wiatr wiał im w twarze, miotając przy tym śniegiem, a ze zboczy spadały ogromne lawiny, potężne masy śniegu spychały setki żołnierzy w lodowe otchłanie Alp. Jednak to nie było tak. Przyczyna śmierci tylu ludzi była zdecydowanie bardziej militarna. Na pewno trochę żołnierzy zginęło z wyczerpania bądź z powodu poślizgnięcia się i upadku w przepaść, jednak bardzo wielu ludzi straciło życie w wyniku zdrady, jaka spotkała Kartagińczyków. Wspinając się na północne zbocza Alp, Punijczycy zostali zdradzeni przez Galów, którzy zastawili tragiczną w skutkach pułapkę na maszerujących żołnierzy. Od razu zaznaczam, że w tym artykule nie zawrę opisów bitew, gdyż w tym celu napiszę oddzielną pracę, w której powiem co nieco o tejże pułapce, a także o bitwach m. in. nad Trebią czy rzeką Ticinus.

Na stronę italską Punijczycy schodzili wraz z pierwszym jesiennym śniegiem. Osuwiska, przepaście i wielki mróz utrudniały marsz wojska. Naprawdę niewesoło zrobiło się, gdy drogę zatarasowała pokaźnych rozmiarów skała. Kartagińczycy narąbali jednak drewna i zapalili wielkie ognisko. Żołnierze wylewali ponadto swoje racje kwaśnego wina na rozgrzany głaz, by go skruszyć. Dalej ludzie Hannibala schodzili zakosami wydeptanymi na zboczu góry. Punijczycy dotarli do Italii pięć miesięcy po opuszczeniu Iberii. Piekło przechodzenia przez Alpy trwało 15 dni. Jeśli chodzi o liczbę przeprowadzonych przez góry żołnierzy, to starożytne opisy nie są w tym miejscu jednakowe. Polibiusz, czerpiący dane z inskrypcji pozostawionej przez Hannibala w północnej części Italii, podaje, że było to 20000 piechoty i 6000 jazdy. Liwiusz opiera się na danych historyka Lucjusza Cyncjusza Alimentusa, który przez pewien czas był jeńcem Barkasa. Uważa jednak, że liczby Alimentusa, czyli 80000 piechoty i 10000 jazdy za przesadzone. Jak już wcześniej zaznaczyłem, szacuje się, że Hannibal podczas przemarszu przez Alpy stracił ok. 25 % armii, a może i więcej. Pewnym jest jednak, że nawet tak duże straty nie były traktowane jako uniemożliwiające dalszą kampanię, zwłaszcza dla tak genialnego i motywowanego tak wielką nienawiścią wodza, jakim był Hannibal Barkas. Jako fakt można też podać to, że przez następne 15 lat walki w Italii, pomimo tego, że geniusz Hannibala na polu bitwy świecił większym blaskiem niż większość gwiazd Drogi Mlecznej, wielkim problemem punickiego wodza byłą rekrutacja żołnierzy, znajdował się w końcu na terytorium wroga. Inne kłopoty Barkidy były nie mniej poważne, gdyż chodziło o pozyskiwanie sprzymierzeńców i otrzymywanie nowych zapasów – tak wielką armia sama się nie wyżywi.

Konsul w 218 r. p.n.e., Publiusz Korneliusz Scypion, wysłał wojsko pod dowództwem swego brata Gnejusza na Półwysep Iberyjski, sam natomiast udał się po północnej Italii, gdzie objął dowództwo nad tamtejszymi legionami. Napotkał inwazyjną armię Hannibala, która zdążyła już zająć okolice dzisiejszego Turynu, w kącie utworzonym przez rzeki Pad i jej dopływ Ticinus. Nad Ticinusem doszło do bitwy, w której jazda Hannibala odepchnęła jazdę Rzymian. Ranny został Scypion. Mówi się także, że życie Scypionowi uratował jego 18-letni syn (późniejszy Scypion Afrykański). Dowodzący armią Scypion po porażce wycofał się wraz z armią do Placencji (dzisiejsza Piacenza). Starcie wykazało wyższość jazdy Barkasa nad rzymską, dlatego konsul zdecydował się na unikanie otwartych przestrzeni dogodnych dla konnicy. Wobec ataku Punijczyków, drugi konsul, Tyberiusz Semproniusz Longus, który szykował się do inwazji na Afrykę, ruszył na północ, by połączyć swoje wojska z armią Scypiona. Z uwagi na poważną ranę Publiusza Korneliusza, Semproniusz przejął dowództwo nad całą armią. Jego konnica stoczyła potyczkę z punicką w trudnych, zimowych warunkach i konsul zachęcony pozytywnym wynikiem stoczył dużą bitwę nad południowym dopływem Padu – nad Trebią. Hannibal dokonał osobiście rozpoznania terenu i postanowił przygotować dla Rzymian przykrą niespodziankę – urządził zasadzkę, którą zamaskował dzięki okolicznym zaroślom. Rzymianie stracili aż 2/3 armii, jednak na szczęście 10000 legionistów przedarło się przez kartagińskie centrum, wyrywając się z okrążenia. Znaleźli schronienie ponownie w Placencji. Kartagińczycy zdobyli sporo rzymskich koni, jednak te wciąż przerażał widok słoni, co mogło mieć dla Punijczyków nieprzyjemne konsekwencje w późniejszych starciach. Rzymianie z kolei musieli sobie przypomnieć sposób, w który płoszyli słonie, gdy wojska epiryjsko-tarenckie Pyrrusa najechały Italię. Główną rolę w przepędzaniu tych olbrzymich zwierząt tradycyjnie mieli odegrać velites. Kłuli oni słonie swoimi oszczepami (verutum) w okolice zadu – jedyne miejsce, gdzie słoń ma miękką skórę, a także krzyczeli, niemalże wywołując u nich panikę. Nadejście zimy sprawiło, że Hannibal postanowił przeczekać zimę. Kiedy na wiosnę podjął marsz na południe, jego armia męczyła się wielce idą przez obszary zalane topniejącym śniegiem. Co więcej, punicki wódz zachorował na zapalenie oczu, w wyniku którego oślepł na jedno oko. Hannibal jechał na jedynym ocalałym słoniu, na którego grzbiecie było względnie sucho. Pozostałe słonie poległy w boju lub nie wytrzymały surowych warunków atmosferycznych.

Publiusza Korneliusza Scypiona wysłano do Iberii z nowymi wytycznymi, w Italii z kolei nowy konsul, Gnejusz Flaminiusz, strzegący zachodnich Apeninów, zdecydował się podążać za armią Hannibala. Barkas jednak osiągnął poziom mistrza w zastawianiu zasadzek. Kartagińczycy zasadzili się na Rzymian na północnym brzegu leżącego w Etrurii Jeziora Trazymeńskiego. Rzymianie maszerowali w zwężeniu między wzgórzami a jeziorem. Armia punicka ukryła się we mgle spowijającej wzgórza i czekała aż Rzymianie przemaszerują przez obszar między wzniesieniami a wodą. Kiedy armia rzymska ścigała Hannibala i posuwała się naprzód, wchodząc w teren zasadzki, ukryte za mgłą oddziały kartagińskie spadły na zaskoczonych i niczego niespodziewających się legionistów. Punijczycy zepchnęli Rzymian do jeziora i dokonali straszliwej rzezi wśród wielkiego zamieszania i przerażenia. Dwa legiony rzymskie przestały istnieć, konsul Gnejusz Flaminiusz zginął. Po tej druzgocącej klęsce Rzymianie pod wodzą drugiego konsula ponownie dali się wciągnąć w pułapkę, w wyniku której stracili 4000 jazdy. Zaistniała sytuacja była wyjątkowa (w końcu dawno Rzym nie otrzymał takiego bicia), więc zrozumiano potrzebę jednolitego przywódca. Wybrany został dyktator. Padło na Kwintusa Fabiusza Maksimusa, zwanego Kunktatorem (łac. zwlekający). Przydomek ten odnosi się do taktyki zastosowanej przez niego przeciw Hannibalowi. Dążył on do unikania bezpośrednich starć z Barkasem, gdyż Rzymianie najzwyczajniej nie mieli na niego sposobu. Kunktator chciał też opóźniać marsz Hannibala, uniemożliwiać mu uzupełnianie zapasów, nękać jak najbardziej punickie wojska.

Hannibal tymczasem szukał sprzymierzeńców – niektórzy Galowie zaciągnęli się do jego armii, lecz wiele plemion nie było już skłonnych do poparcia Barkidy. W takiej sytuacji wódz Kartagińczyków postanowił znaleźć wsparcie na południu Italii. Jednak tam miał jeszcze mniej szczęścia. Próbował też skłonić Fabiusza Maksimusa do podjęcia bitwy, jednak zastosował przysłowiową kunktatorską strategię. Hannibal zaatakował i splądrował Apulię i Kampanię, co wywołało niezadowolenie ze strategii Kunktatora. Ponownie wybrano konsulów. Rzymianie zgromadzili całe swoje wojska, a konsulowie – Gajusz Terencjusz Warron i Lucjusz Emiliusz Paulus – przyłączyli się do armii konsulów z minionego roku – Serwiliusza i Atiliusa. Rzymianie wystawili olbrzymią armię, Polibiusz bowiem podaje, że liczyła ona 80000 piechurów i ok. 6000 konnych. Polski historyk Zygmunt Kubiak uważa, że Polibiusz przecenia wielkość armii Republiki. Kubiak w „Dziejach Greków i Rzymian” pisze, że armia rzymska liczyła 48000 piechoty i 6000 jazdy. Załóżmy jednak, że rację ma tutaj Polibiusz. W każdym razie armia Rzymian doznała nawet więcej niż druzgocącej klęski pod Kannami (łac. Cannae). Właściwie ciężko znaleźć słowa, które oddałyby taką katastrofę. I pod Kannami nie obyło się bez podstępu ze strony Hannibala. Cóż Punijczyk wykombinował tym razem? Otóż 500 konnych Numidyjczyków udawało, że przechodzi na stronę Rzymian, porzucali oni broń. Okazało się jednak, że pod ubraniami schowaną mieli drugą broń, którą nie omieszkali się posłużyć, siejąc spustoszenie na tyłach rzymskiej armii.

Hannibal był wodzem, który zwracał uwagę na dosłownie wszystkie czynniki, również atmosferyczne, mogące mieć jakieś znaczenie w bitwie. Znał się również świetnie na pogodzie. Nad Trebią, przy mroźnej pogodzie, żołnierze puniccy byli dobrze odżywieni i natarci oliwą, aby utrzymać sprawność mięśni przy siarczystym mrozie. Rzymianie natomiast walczyli głodni i zziębnięci. Nad Jeziorem Trazymeńskim Hannibal wykorzystał mgłę, a pod Kannami tak ustawił swoje wojsko, aby wiatr wiał w stronę Rzymian, pędząc na nich tumany kurzu.

Przyjrzyjmy się może nieco dokładniej wojskom Hannibala. Składały się głównie z najemników. Polibiusz podaje, że przez Alpy przeszło 12000 pieszych Afrykańczyków, 8000 Iberów oraz 6000 jazdy złożonej z Numidyjczyków oraz Iberów. Po przejściu przez Alpy do armii dołączyli Galowie i Italczycy. Piechota iberyjska składała się z balearskich procarzy, lekkozbrojnej piechoty uzbrojonej w małe okrągłe tarcze – caetrati oraz scutarii – ciężkozbrojnej piechoty uzbrojonej w krótki miecz, włócznię i ciężki oszczep pilum lub saunion (ciężka broń wykonana całkowicie ze stali). Scutarii chronili się za swoimi długimi, płaskimi tarczami – scuta. Według opisu Polibiusza żołnierze piechoty iberyjskiej nosili białe tuniki z wykończeniem koloru purpurowego, nie była to jednak purpura, a mieszanina kraplaku i indygo. Hełmy mieli typowo iberyjski, można powiedzieć, że dokładnie dopasowywał się on do czaszki. Hełmy Iberów nie miały żadnych pióropuszy czy czegoś w tym rodzaju. Iberowie nosili także buty własnej roboty. Zdarzało się po bitwie zabierali oni poległym Rzymianom zbroje i hełmy i posługiwali się nimi w kolejnych starciach. Jeśli chodzi o jeźdźców afrykańskich czy numidyjskich, to byli oni tak dobrzy w jeździe konno, że nie używali uzdy. Ich tarcze były dość małe, w przeciwieństwie do oszczepów, które były naprawdę pokaźnych rozmiarów. Wyglądali podobnie do scutarii i caetrati. Numidyjczycy pełnili w armii punickiej ważną rolę, Hannibal cenił sobie wysoko ich usługi. Piechota afrykańska była z kolei mieszanką Kartagińczyków i Libijczyków. Pierwotnie uzbrojona była na wzór hellenistyczny, jednak po pierwszych triumfach Hannibala wyposażoną ją w broń Rzymian, gdyż była lepszej jakości. Rzymianom pozabierano także zbroje i kolczugi, ale trzeba zaznaczyć, że Afrykańczycy nie brali rzymskich tarczy, tylko zostawali przy swoich (typu greckiego), prawdopodobnie dlatego, by nie pomylono ich z Rzymianami i nie zabito.

Po rzezi kanneńskiej, Kapua i sporo innych miast i miejscowości na południu Półwyspu Apenińskiego przeszło na stronę Kartaginy. Rzymianie zaatakowali i oblegali Kapuę. Hannibal chciał odciągnąć ich od miasta, dlatego wykonał manewr pozorujący marsz na Rzym, tyle tylko, że Rzymianie zaskoczyli Barkasa i nie zareagowali tak, jakby się tego spodziewał. Hannibal nie mógł już przyjść z pomocą Kapui i pozostawił ją na łaskę Rzymian, wyprowadzając swą armię z Apulii. Jeden z dowódców w armii Hannibala. Maharbal, wręcz błagał swego wodza o marsz na Rzym. Gdy jednak Barkas tego nie zrobił, padły pamiętne słowa: „Potrafisz zwyciężać Hannibalu, nie potrafisz ze zwycięstwa korzystać”. O ile w Italii Hannibal bił Rzymian jak chciał i gdzie chciał, o tyle w Iberii bracia Scypionowie, Publiusz i Gnejusz, toczyli pomyślną kampanię przeciw Kartagińczykom. Jednak w 211 r. p.n.e. nie otrzymawszy uzupełnień zostali pokonani i zabici. Jeszcze w tym samym roku na Półwyspie Iberyjskim wylądował syn Publiusza, Publiusz Korneliusz Scypion, nazwany Afrykańskim. Szybkim marszem skierował się w stronę Nowej Kartaginy (dzisiejsza Cartagena) – stolicy kartagińskich posiadłości w Iberii. Miasto zostało zdobyte, jednak Scypion nie zdołał uniemożliwić Hasdrubalowi Barkasowi, bratu Hannibala, przeprawić się przez zachodnie Pireneje z posiłkami dla walczącej w Italii armii brata. Hasdrubal bez kłopotów przezimował w Galii Transalpejskiej (płd. Francja) i przekroczył Alpy w bardziej przyjaznej porze roku, niż uczynił to Hannibal. Dodatkowo plemiona galijskie nie przeszkadzały Hasdrubalowi, gdyż przekonane były, że jego cele leżą daleko na południu. Jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem, a właściwie to nic nie poszło tak jak miało. Hannibal był zdumiony tak szybkim przybyciem brata do Italii, pamiętał przecież, jakich problemów sam przy tym doświadczył. Rzymianie tymczasem przechwycili wiadomości od Hasdrubala do drugiego z Barkasów i dwaj konsulowie – Marek Liwiusz Salinator oraz Gajusz Klaudiusz Neron – zdołali potajemnie połączyć swoje armie. Neron, mimo swego raczej ponurego usposobienia, wykazał rzadką inicjatywę współpracy z drugim konsulem. Hasdrubal napotkał rzymską armię w 207 r. p.n.e. nad rzeką Metaurus w Umbrii. Pomocy od Hannibala się nie doczekał, gdyż ten, zaskoczony szybkim przybyciem brata, spóźnił się. Hasdrubal nagle zdał sobie sprawę, że musi walczyć z dwiema armiami rzymskimi, a nie jak przypuszczał, z jedną. Próbował się wycofać, jednak mające przewagę liczebną siły Rzymu otoczyły jego wojska i musiał przyjąć bitwę w niekorzystnych warunkach. Rzymianie odnieśli kompletne i bezdyskusyjne zwycięstwo, poległo 10000 spośród ok 30000 żołnierzy kartagińskich, a jakby tego było mało, zginął jeszcze Hasdrubal. Hannibal od tej pory nie mógł już liczyć na uzupełnienia.

Z kolei brylujący w Hiszpanii Scypion rozgromił tam dwie armie kartagińskie. Uczynił to za pomocą nowej metody, a mianowicie wiązania walką nieprzyjacielskiego centrum i otaczania go poprzez szybkie skrzydła. Scypion powrócił do Italii jako zwycięzca wojny w Iberii. Znalazł się w opozycji do taktyki Fabiusza Kunktatora. Skoro Hannibal nie mógł liczyć na uzupełnienia, a Iberia została zajęta przez Rzym, to nadszedł czas na odwet. Publiusz Korneliusz Scypion Afrykański Starszy otrzymał zgodę na atak na Afrykę. Jego kampania zaczęła się od niepowodzenia, gdyż nie udało mu się zdobyć miasta Utica, leżącego na wybrzeżu, na północny zachód od Kartaginy. Scypion zdecydował się na przeczekanie zimy na nadmorskich wzgórzach. Kiedy zima minęła Rzymianie pokonali Kartagińczyków i ich sojusznika, króla Syfaksa, w bitwie na rozległych równinach w głębi Afryki Północnej. Kartagina znalazła się w poważnych kłopotach. Tak poważnych, że odwołano z Italii Hannibala. Przybycie Barkasa, pomimo toczących się rozmów pokojowych, spowodowało wznowienie działań wojennych.

Walcząc w Iberii, Scypion pozyskał dla Rzymu bardzo ważnego sojusznika. Był nim Masynissa, młody książę numidyjski, walczący wcześniej po stronie Punijczyków. Dzięki temu Rzymianie otrzymali bardzo ważne wsparcie w postaci jazdy numidyjskiej.

Wkrótce, w 202 r. p.n.e. doszło do decydującej bitwy. Rzymianie pod dowództwem Scypiona Afrykańskiego starli się z Kartagińczykami Hannibala Barkasa. Dwóch genialnych wodzów wreszcie mogło stoczyć najważniejszy pojedynek. Dwie armie spotkały się pod Zamą. Ustalenie dokładnego miejsca bitwy jest czynnością niezwykle trudną, gdyż nazwę „Zama” nosiło wówczas kilka miejscowości w Afryce Północnej. Bitwa ułożyła się bardzo dobrze dla Scypiona – Rzymianie wygrali starcia konnicy na obu skrzydłach, a także przepędzili słonie. Teraz więc Scypion mógł wykonać manewr, który pogrążył siły punickie w Iberii – związać walką centrum Kartagińczyków i okrążyć ich jazdą. Nerwowo dla Rzymian zrobiło się, gdy okazało się, że konnica rzymska i numidyjska zapędziła się za daleko ścigając uciekających Punijczyków, Mauretańczyków i tych Numidów, którzy pozostali wierni Kartaginie. Bitwa piechoty ustawionej w jedną linię (zarówno u Rzymian, jak i u Hannibala) byłą bardzo wyrównana, jednak w porę powróciła jazda podległa Rzymowi i uderzyła od tyłu w armię Barkasa, roznosząc ją na strzępy. Tym razem to Rzymianie dokonali rzezi. Hannibalowi i nielicznym jeźdźcom udało się zbiec do Hadrumentum na wybrzeżu, a potem do Kartaginy, gdzie doradzał podpisanie pokoju. W bitwie pod Zamą zginęło 20000-25000 żołnierzy punickich, 8000-10000 dostało się do niewoli. Straty Rzymu to ok. 2000 zabitych, z czego 2/3 to Numidyjczycy Masynissy. Po tej właśnie bitwie Publiusza Korneliusza Scypiona nazwano w Rzymie Afrykańskim.

Przestudiujmy może postanowienia pokoju zawartego po II wojnie punickiej. Kartagina wyrzekała się swojej floty (za wyjątkiem 10 trójrzędowców), oddawała również słonie, jeńców i zbiegów z całego okresu trwania wojny. Zrzekała się na rzecz Rzymu Hiszpanii i musiała wypłacić Rzymianom kontrybucję w wysokości 10000 talentów, prawdopodobnie srebra. Na szczęście dla Kartagińczyków Rzymianie rozłożyli tą sumę na roczne raty. Przegrani mieli spłacić całość w przeciągu 50 lat. Kartagina zachowała posiadłości jedynie w Afryce. Nie mogła też toczyć wojen poza Afryką, a w Afryce – tylko za zgodą Rzymu. Jedynym zaś plusem dla Kartaginy wydało się być opuszczenie Afryki przez wojsko rzymskie. Przynajmniej na razie… W Afryce zaś pozostał sojusznik Rzymu, król Numidii Masynissa. Jako wierny sprzymierzeniec Rzymian był potężnym władcą, największym z królów numidyjskich. I nic Kartagina nie mogła poradzić, gdy Masynissa jej kosztem podporządkowywał Numidii coraz to nowe tereny. Wszelkie skargi do Rzymu skutkowały tylko przysyłaniem rzymskich komisji nadzorujących przestrzegania postanowień pokoju. Jednak takie komisje tylko przyznawały rację Masynissie, ewentualnie pozostawiały sprawę bez rozstrzygnięcia, Numidia była w końcu wielkim sprzymierzeńcem dla Rzymu, więc korzystnym było zachować z nią przyjazne relacje.

III wojna punicka

Kartagina przetrwała jednak II wojnę punicką. W głównej mierze dzięki Hannibalowi, który opowiadał się za podpisaniem pokoju z Rzymianami. Pokoju, którego przełknięcie było dla Barkidy z pewnością bardzo trudne, gdyż wyobrażał sobie zapewne zdobyty przez niego Rzym, największych wrogów na kolanach, a tymczasem to jego dotknęła porażka. Hannibal nie osiadł jednak na laurach, tylko przystąpił do reformowania kraju, tak, by Kartagina znów stała się mocarstwem, a nie państwem, które nie radzi sobie z Numidią. Barkas zmienił prawo osłabiając władzę oligarchów, przekształcił przepisy finansowe, kazał budować lepsze drogi dla rozwoju handlu i rolnictwa. Lecz kiedy coś układa się dobrze, zawsze znajdzie się ktoś gotowy wszystko zepsuć. Przeciwnicy polityczni Hannibala powiedzieli Rzymianom, że Barkas knuje z Antiochem III Seleukidą. Rzymska komisja zjawiła się w Kartaginie, lecz Hannibal zdołał umknąć z Kart Hadaszt. Dotarł do Antiocha i podjudzał najbardziej, jak tylko mógł wrogość do Rzymian. Poprosił Seleukidę o pomoc militarną, sam zaś gotowy był raz jeszcze natchnąć Punijczyków wizją swojego snu o zwyciężonym Rzymie i najechać ponownie Italię. Jednak Hannibalowi nie szło już tak dobrze, jak niegdyś. Jego nadzieje zostały brutalnie rozwiane przez flotę Rodosu, która w niewielkiej bitwie morskiej pokonała Hannibala (w pobliżu miasta Side, rok 190 p.n.e.). Barkida uciekł na Kretę, a stamtąd do Bitynii w Azji Mniejszej, kiedy dowiedział się o klęsce Antiocha z Rzymem pod Magnezją w tym samym roku. W Bitynii jeszcze raz syn Hamilkara spróbował szczęścia. Nakłaniał króla Prusjasa I, by ten zbrojnie przeciwstawiał się zakusom króla sprzymierzonego z Rzymem Pergamonu – Eumenesa II. Prusjas poniósł jednak klęskę w starciu z Pergamonem w roku 184 p.n.e. Około rok później, Hannibal Barkas, ścigany przez żądnego zemsty Tytusa Kwintusa Flaminiusza (zwycięzcy Macedończyków spod Kynoskefalaj), obawiając się wydania Rzymianom popełnił samobójstwo zażywając truciznę. Jakąż epicką i dramatyczną opowieścią jest żywot Hannibala Barkasa.

Zdobycie Kartaginy w 146 roku p.n.e.

Kartagina natomiast była raz po raz nękana przez Masynissę, jednak handel wciąż się Punijczykom powodził. Miasto rozrosło się, było jednak słabe militarnie – zostało przecież rozbrojone przez Rzym, a i ludzie od walki odwykli. Na prowokacje Masynissy w 150 r. p.n.e. Punijczycy postanowili odpowiedzieć zbrojnie. Armia numidyjska rozbiła jednak w pył wojska kartagińskie. Bitwa ta była dla Rzymian dobrym pretekstem i uzasadnieniem do wypowiedzenia wojny Punijczykom, złamali bowiem postanowienie traktatu pokojowego – prowadzili działania wojenne w Afryce bez zgody Rzymu. Grecki historyk Appian opisuje, że poseł rzymski, który przyniósł Kartagińczykom wieść o wypowiedzeniu wojny, powiedział również, iż flota rzymska już jest w drodze. Wśród Punijczyków zapanowało przerażenie, do Rzymu wysłano emisariuszy z prośbą o pokój na każdych warunkach. Rzymianie nakazali Kartagińczykom wysłanie na Sycylię, do konsulów, 300 zakładników – synów najważniejszych rodzin. Dokonać tego mieli w ciągu miesiąca. I zostali wydani zakładnicy w ręce Rzymian, pośród płaczu i zawodzeń ich matek i rodzin. Konsulowie przyjęli zakładników i odesłali ich do Rzymu. Konsulowie ci – Maniusz Maniliusz i Lucjusz Marcjusz Censorinus – wylądowali wkrótce w Afryce, a było to w roku 149 p.n.e. Piechota rzymska pod dowództwem Maniliusza rozłożyła się mniej więcej tam, gdzie obozowano niegdyś po zwycięskiej bitwie pod Zamą. Okręty zaś, pozostające pod wodzą Censorinusa, stanęły w porcie miasta Utica. Kiedy emisariusze puniccy pojawili się w Utice, usłyszeli od Censorinusa, że Kartagińczycy mają oddać wszystkie pociski i katapulty znajdujące się w stolicy, czy to państwowe czy prywatne. I na to emisariusze przystali. Według Appiana dwaj rzymscy oficerowie podążyli do Kartaginy wraz z punickimi posłami i odebrali mnóstwo oszczepów, pocisków i prawie 2000 katapult. Z tym wszystkim, a także z dostojnikami kartagińskimi powrócili do Utici. Ważne osobistości Kartaginy liczyły, że dostąpią szacunku, lecz Censorinus pochwalił ich posłuszeństwo i nakazał, aby wypełnili jeszcze jeden rozkaz rzymskiego senatu – mieli oddać Kartaginę w ręce Rzymian, a sami zamieszkać w dowolnym miejscu swego kraju, byle tylko w odległości 80 stadiów od morza. Rzymianie bowiem planowali zburzyć Kartaginę. Dostojnicy rzucali się po ziemi, bili w nią rękami, obelgi na Rzymian sypały się często i gęsto. Niektórzy rozdzierali swoje szaty (aż przypomina się Rejtan), a nawet dokonywali samookaleczenia. Rzymianie jednak nie zareagowali, więc powrócili do swej stolicy puniccy dostojnicy. I powstały w mieście zamieszki, szarpano radców, którzy radzili wydanie zakładników i oddanie broni. Inni ciskali kamieniami w posłów. Stolica wrzała od wściekłości i panicznego lęku. Tego samego dnia rada kartagińska darowała wolność wszystkim niewolnikom, którzy stali się w ten sposób żołnierzami punickimi. Któż miał zostać wodzem rozpaczliwie potrzebującego dobrego generała miasta? Wybór padł na Hasdrubala (oczywiście nie Barkasa), który przegrał w 150 r. p.n.e. z Masynissą. Skazano go w Kartaginie na śmierć, jednak zbiegł i teraz oto przyszło mu bronić swej stolicy. Miał już 20000 ludzi w wojsku, ale trzeba było ich jeszcze uzbroić. W Kartaginie praca wre, nawet w świętych gajach. Wszyscy, kobiety i mężczyźni harowali w pocie czoła. Appian podaje, że dziennie wytwarzano 100 tarcz, 300 mieczy, 1000 pocisków do katapult, 500 dzid i oszczepów, a także tyle katapult, ile tylko zdołali wykonać. Zaczynała się III wojna punicka i Kartagina zamierzała być na nią gotowa. W 149 r. p.n.e. Hasdrubal dwukrotnie odepchnął Rzymian od Nepheris, fortecy wzniesionej na nadmorskiej skale. Prawdziwe działania wojenne zaczęły się jednak dopiero wtedy, gdy pod mury Kartaginy przybył Publiusz Korneliusz Scypion Emilianus, syn Emiliusza Paulusa (zwycięzcy spod Pydny) i wnuk Scypiona Afrykańskiego. Wraz z początkiem wiosny Scypion przypuścił szturm do zamku Kartaginy, zwanego Byrsa. Z rynku do Byrsy prowadziły trzy drogi, zabudowane po obu stronach 6-ciopiętrowymi domami. Rzymianie zajęli pierwsze domy i atakowali tych, którzy stali na szczytach dalszych budynków. Kiedy już je opanowali, przerzucali nad wąskimi uliczkami belki i deski i przechodzili po nich jak po mostach. Pod bitwą na dachach toczyła się bitwa w wąskich uliczkach. Żołnierze walczący na dole często zaskakiwani byli spadającymi z dachów zwłokami. Dopiero po dojściu do Byrsy Scypion kazał podpalić domy, by kolejne oddziały mogły iść przez popiół, a nie wąskie uliczki i dachy. Wielu ludzi wtedy zginęło. Tym, którzy chcieli wyjść z Byrsy, Scypion zagwarantował bezpieczeństwo, zgodnie z ich prośbą. Tak wyprowadzono 50.000 ludzi i oddano ich pod straż. Zbiegowie rzymscy w liczbie 900 schronili się wraz z Hasdrubalem, jego żoną i dwoma synami przy świątyni Eszmuna. Wchodziło się do niej po 60 stopniach, dlatego mimo małej liczby obrońców, natarcia na świątynię były odpierane. Dopiero udręczeni głodem, lękiem i brakiem snu wycofali się do samej świątyni, niektórzy weszli na dach. Hasdrubal poddał się i został oszczędzony na dzień triumfu Scypiona w Rzymie, natomiast żona i dzieci Punijczyka woleli zginąć w płomieniach palącego się ojczystego miasta. W „Armiach świata antycznego” Johna Warry’ego możemy również przeczytać o tym, jak to jeszcze przed zdobyciem Kartaginy, w trakcie oblężenia, Rzymianie sami znaleźli się w nie lada niebezpieczeństwie. Zdobywanie liczących bagatela 14m murów miejskich nie było dla Rzymian łatwym zadaniem. Kartagińczykom udało się przeprowadzić skuteczną blokadę żołnierzy rzymskich – odcięli ich od morza. Z opresji żołnierzy Republiki wybawiła zaradność i trzeźwy umysł Scypiona Emilianusa, który kazał zbudować molo w poprzek zatoki, nad którą znajdował się port Kartaginy. Odciął w ten sposób Punijczyków od morza. Ci z kolei wpadli na pomysł, aby przekopać kanał z wewnętrznego, wojennego portu ku wybrzeżu i wypłynąć na szeroką wodę. Jak pomyśleli, tak zrobili, tyle, że Rzymianie pokonali ich w bitwie morskiej, a później uczynili wyłom w murach. Tak oto opresja Rzymian dobiegła końca, a zaczęło się piekło Kartagińczyków. Jak przedstawia Appian, Scypion spojrzał na miasto, które przez kilka wieków stanowiło potęgę, było zaradne i prężnie się rozwijało, które przez całe trzy lata mężnie broniło się przed straszliwym oblężeniem, i zapłakał. Zapłakał nad upadkiem tej wspaniałej cywilizacji kartagińskiej i przypomniał sobie losy Troi. A przy Scypionie stał wtedy jego mistrz i przyjaciel – Polibiusz. Scypion miał wyrecytować wersy „Iliady” i wytłumaczyć Polibiuszowi, że oznaczają one jego (Scypiona) obawę o losy ojczyzny, gdyż przed oczami miał obraz upadłych potęg, takich jak Asyria, Persja, Macedonia i Kartagina. Tak czy owak, po trwającym trzy lata oblężeniu, w roku 146 p.n.e. Kartagina została unicestwiona, przestała istnieć. Na zawsze…

Autor: BarTu12
Źródła wykorzystane
  • Zygmunt Kubiak, Dzieje Greków i Rzymian
  • John Warry, Armie świata antycznego

IMPERIUM ROMANUM potrzebuje Twojego wsparcia!

Aby portal mógł istnieć i się dalej rozwijać potrzebne jest finansowe wsparcie. Nawet najmniejsze kwoty pozwolą mi opłacić dalsze poprawki, ulepszenia na stronie oraz serwer. Wierzę w to, że będę mógł liczyć na szersze wsparcie, które pozwoli mi jeszcze bardziej poświęcić się mojej pracy i pasji, maksymalnie usprawniać stronę oraz ukazywać świat antycznych Rzymian w interesującej formie.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Nowości ze świata antycznego Rzymu

Jeżeli chcesz być na bieżąco z nowościami na portalu oraz odkryciami ze świata antycznego Rzymu, zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!

Księgarnia rzymska

Zapraszam do kupowania ciekawych książek poświęconych historii antycznego Rzymu i starożytności. Czytelnikom przysługuje rabat na wszelkie zakupy (hasło do rabatu: imperiumromanum).

Zajrzyj do księgarni

Raport o błędzie

Poniższy tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów