Rozdziały
Z narażeniem życia ratowali rzymskich legionistów na polu bitwy przed śmiercią. Posiadając rozległą wiedzę medyczną, nieśli ulgę potrzebującym kolegom.
Medycyna była obecna we wszystkich cywilizacjach od zarania dziejów, próbując złagodzić ból i obrażenia fizyczne doznane w walce na polu bitwy. W tym celu Rzym zaadaptował grecką wiedzę medyczną, łącząc ją z własną. Rzymianie szukali sposobów umożliwiających przeżycie legionistom ranionym w starciu, szybkie wyleczenie i przywrócenie ich do służby.
Medycyna w armii rzymskiej
Od samych początków istnienia swego państwa Rzymianie zdawali sobie sprawę, że stworzenie wydolnego systemu służb medycznych będzie jednym z najważniejszych filarów zwycięstwa. Bardzo często powodu niskiego poziomu medycyny i higieny, więcej rannych legionistów umierało z powodu infekcji lub braku pomocy po bitwie, niż ginęło w starciu z wrogiem. Tak było w bitwie z Etruskami pod Sutrium (311 r. p.n.e.) Żołnierze, którzy wiedzieli, że w przypadku zranienia otrzymają profesjonalną opiekę medyczną, byli bardziej zmotywowani do wykonania powierzonych im zadań. Na polu bitwy wykazywali się większą odwagą, a nawet ryzykowali swe życie i zdrowie. W ocenie wielu współczesnych żołnierzy, najbardziej niszczącym doświadczeniem był widok umierających kolegów, porzuconych bez szans na ratunek – doświadczenie to nadwyrężało nawet najbardziej zahartowaną psychikę.
Nie od dziś wiadomo, że szybka ewakuacja medyczna i bardziej zaawansowane szpitale polowe ratują życie większości rannych. Jest tak dziś, było tak w czasach antycznych.
Rzymianie zbudowali sieć szpitali (valetudinarium). Były to prostokątne budowle, które przypominały niewielkie miasta. Posiadły dziedziniec, na którym stała mała świątynia poświęcona Eskulapowi. Wokół dziedzińca znajdował się szereg pomieszczeń dla rannych, chorych, lekarzy i ich pomocników. Do lecznic doprowadzano wodę pitną, budowano w nich łaźnie legionowe (łac. thermae legionis) z ciepłą i zimną wodą, latryny spłukiwano wodą, a nieczystości odprowadzano poza ich mury.
Posiadali wykwalifikowaną kadrę medyczną. W I i II wieku n.e. praktycznie wszystkie większe (poza najmniejszymi) obozy i jednostki rzymskie miały stały personel medyczny. Byli lekarze, asystentki, ludzie robiący maści i produkujący bandaże.
W przeciwieństwie do naszych nowoczesnych szpitali, valetudinaria były dość niewielkie, mogły pomieścić maksymalnie 5% jednostki. Żołnierzom wymagającym opieki długoterminowej lub rekonwalescencji, mogli otrzymać zwolnienie lekarskie na powrót do zdrowia gdzie indziej.
Już wtedy zwrócono uwagę na znaczenie upływu czasu od momentu zadziałania urazu do
chwili podjęcia pomocy lekarskiej. Uznano, że skrócenie tego przedziału czasowego w zasadniczy sposób zmniejszy śmiertelność poszkodowanych. W okresie Pryncypatu pojawili się capsarii, będący odpowiednikiem współczesnych medyków pola walki.
Szkolenie
Nie wiemy, według jakich przesłanek dobierano żołnierzy do tej służby. Współcześnie osoba, która zamierza nieść innym pomoc na polu bitwy musi m.in. Spełniać odpowiednie kryteria fizyczne i psychiczne, a także mieć nieposzlakowaną opinię. Być może podobnymi kryteriami posługiwali się także Rzymianie. Całkiem możliwe, iż poddawano przeszkoleniu legionistów, którzy na polu bitwy spontanicznie opatrywali rany swoich kolegów i wykazali się przy tym dużą biegłością. Dzięki czemu szybko nabywali wiedzę o podstawowych zasadach chirurgii.
Nic nie wskazuje na osobną szkołę, ośrodek szkoleniowy czy zewnętrzną instytucję szkolącą capsarii. Prawdopodobnie szkolono ich na miejscu w legionowym szpitalu (valetudinarium), w ramach formalnego, zorganizowanego systemu nauki prowadzonego przez lekarzy i personel medyczny. Żołnierzy, którzy podlegali szkoleniu, nazywano discentes capsariorum (stażystami).
Do naszych czasów nie zachowały się żaden program szkolenia capsarii ani choćby jego ogólne założenia. Na podstawie zachowanych źródeł można przypuszczać, że obejmowało bandażowanie, tamowanie krwotoków, zakładanie opasek uciskowych, unieruchamianie kończyn, oczyszczanie ran, sposoby ewakuacji rannych do szpitali polowych.
Wyposażenie
Capsarii wyglądali jak zwykli rzymscy żołnierze, bo… byli nimi. Nie mieli specjalnego stroju medycznego, który by ich wyróżniał. Na Kolumnie Trajana w scenie XL widać capsariusa w pełnym uzbrojeniu (hełm, pancerz, miecz), z jedynym wyróżnikiem: trzyma bandaże i opatruje rannego żołnierza. W chaosie pola bitwy capsarii musieli sami zapewnić sobie bezpieczeństwo. Wyróżnikiem sanitariusza była capsa torba (stąd jego nazwa), w której przechowywał przyrządy medyczne. Na Kolumnie Trajana nie jest przedstawiona, gdyż scena tam przedstawiona ma charakter symboliczny – ma pokazać humanitas i troskę żołnierzy o siebie nawzajem, a nie realistyczną medycynę.
Rzymski sanitariusz na polu bitwy mierzył się z całą gamą powstałych obrażeń. Rany cięte zadawane mieczami były szczególnie powszechne. Czasami mogły one być dość głębokie, odsłaniając narządy wewnętrzne. Wrogowie zadawali obrażenia przy pomocy włóczni, toporów, maczug. To skutkowało złamaniami, obrażeniami głowy i oczu, ciężkimi ranami klatki piersiowej i jamy brzusznej. W trakcie podboju Dacji wielu legionistów traciło kończyny górne od używanej przez Daków kosy (falx)
Wyposażenie medyczne capsarii musiało być wyjątkowo bogate. Prawdopodobnie obejmowało bandaże, skalpele, pęsety, materiały do szycia ran, w naczyniach przenosił substancje wspomagające krzepnięcie krwi takie jak ocet winny.
Na polu bitwy
W czasie bitwy capsarii znajdowali się wśród swoich towarzyszy broni. Gdy dochodziło do urazu, przystępowali do działania. Pierwszym etapem działań było oczyszczenie krwawiącej rany, następnie owijano ją lnianym bandażem, „a jeśli nie przynosi to skutku na sucho, należy zmoczyć bandaż octem. Ocet skutecznie zatrzymuje krwotok, tak, że niektórzy leją go bezpośrednio na ranę.”(Celsus, De Medici, 5,21). Na podstawie sceny z XL z Kolumny Trajana wiemy, że capsarii trzymali bandaż w prawej dłoni i rozwijali go z lewej strony do prawej. Ponad to prawdopodobnie stabilizowali złamania improwizowanymi szynami, zakładali stazy (opaski zaciskowe) na odcięte kończyny
Rannych prawdopodobnie gromadzono na tyłach walczących legionów. Krzysztof Kęciek, polski dziennikarz i historyk, wysnuł tezę, że w bitwie pod Kannami (216 r. p.n.e.) Rzymianie nie byli w stanie odeprzeć ataku na tyły swej armii, gdyż za głównym szykiem znajdowały się setki rannych i pomagający im sanitariusze, a nie oddziały, które mogłyby przyjąć uderzenie wroga.
Po udzieleniu doraźnej pomocy jak najszybciej starano się rannych przetransportować do szpitala. Na Kolumnie Trajana (scena XL) widzimy jeden z podstawowych sposobów ewakuacji rannego. Legioniści, podtrzymując rannego za ramiona, prowadzą go do szpitala. Na kartach traktatu Strategikon przypisywanego cesarzowi Marycjuszowi (539 – 602 r. n. e.) opisywany był ciekawy system, w którym do każdego oddziału piechoty dodawany był oddział jazdy pozostający za formacją pieszą. Konie posiadały dodatkowe strzemiona zawieszone po lewej stronie siodła, które pozwalały rannemu wspiąć się za jeźdźca, który miał bezpiecznie dowieźć rannego do namiotów, w których rezydował lekarz, za co przysługiwała nagroda – po jednym złotym solidzie od rannego. Jeźdźcy ci, zwani daipotatoi, zapewniali ewakuację medyczną zarówno piechurom, jak i kawalerzystom.
Oprócz tego w źródłach pojawia się również określenie krivantai – prawdopodobnie byli to ludzie wykorzystujący juczne muły do ewakuacji rannych.
Status capsarii w armii rzymskiej
Capsarii (podobnie jak weterynarze, pracownicy biurowi, inżynierowie) posiadali specjalistyczne umiejętności. Byli immunes, zwolnionymi z uciążliwych obowiązków publicznych, takich jak pełnienie straży, prace fizyczne, czyszczenie latryn (Digesta 50, 6,7), ale z wyjątkiem walki, więc ćwiczyli i maszerowali z innymi legionistami. Istnienie immunes mamy potwierdzone po raz pierwszy w połowie II w., ale koncepcja ta prawdopodobnie pochodzi jeszcze z dużo wcześniejszego okresu. Specjaliści nie otrzymywali dodatkowego wynagrodzenia, a immunes nie mieli wyższego stopnia. Prawnik Tarrutienus Paternus, spisał listę legionowych immunes, w czasie panowania Marka Aureliusza. Lista ta zachował się w późnorzymskim zbiorze praw znanym, jako Digesta skompilowanym na rozkaz cesarza Justyniana w VI w. Lista Paternusa wydaje się nie posiadać jakiegoś określonego porządku, ale w szerokim zakresie obejmuje personel wykonujący w armii różne zadania.
Ilu było capsarii w armii rzymskiej?
Źródła epigraficzne (czyli inskrypcje) są jedynym twardym, materialnym dowodem na istnienie konkretnych funkcji wojskowych. Źródła epigraficzne potwierdzają istnienie zaledwie jednego capsariusa o imieniu. Był to Aelius Munatius, z Cohors I Hemesenorum, znany z inskrypcji z Intercisy (Pannonia). Drugie źródło epigraficzne to: dedykacja dla genius capsariorum (ducha opiekuńczego) z Niederbieber (Germania Superior).To potwierdza, że w tej jednostce capsarii występowali w liczbie mnogiej, ale inskrypcja nie podaje, ilu ich było.
Wydaje się mało prawdopodobne, by w kohorcie znajdował się tylko jeden capsarius. Jeden medyk, nie byłby w stanie udzielić pomocy wszystkim rannym legionistom w czasie bitwy. Można oczywiście założyć, że otrzymywał wsparcie ze strony innych, nieprzeszkolonych żołnierzy. Jest to jednak mało prawdopodobne, gdyż ograniczałoby zdolność jednostki do walki. Pewną podpowiedzią jest wspominana przez mnie wyżej scena XL z Kolumny Trajana, gdzie widzimy trzech capsarii przy pracy (jeden bandażuje rannego, dwóch prowadzi rannego). Oczywiście mogli oni pochodzić z trzech różnych kohort. Wydaje mi się jednak, że jest to mało prawdopodobne. Prawdopodobnie ranni jak i capsarii pochodzą z jednego oddziału, który zresztą widać na drugim planie.
Przypuszczalnie w rzymskiej kohorcie było trzech capsarii, a w legionie trzystu. W okresie wczesnego cesarstwa, po reformach Augusta, armia liczyła około 25 legionów (ok. 150 tysięcy żołnierzy), którym towarzyszyła podobna liczba wojsk pomocniczych (auxilia) Łącznie było to trzysta tysięcy wojowników. Być może ich wysiłek wojenny wspierało ich piętnaście tysięcy capsarii.








