Rozdziały
W 451 r. doszło do jednej z najkrwawszych bitew starożytności. Na Polach Katalaunijskich zwarli się ze sobą Hunowie oraz Rzymianie i Wizygoci. Rok po tej bitwie nieustraszony Attyla najechał Italię, jednak wycofał się za Dunaj, gdzie wkrótce zmarł, dzięki czemu Rzym mógł odetchnąć z ulgą. Komu Imperium zawdzięcza wybawienie? Wodzowi Aecjuszowi? Cesarzowi Marcjanowi? A może papieżowi Leonowi? Kto tak naprawdę powstrzymał Attylę?
Wielka bitwa
20 czerwca 451 r. doszło do batalii na Polach Katalaunijskich. Hunowie pod wodzą Attyli, którzy od wielu lat stanowili śmiertelne zagrożenie dla Cesarstwa Rzymskiego (zarówno zachodniego jak i wschodniego), zamierzali najechać Galię. Napotkali na swojej drodze armię Flawiusza Aecjusza wraz z wizygockimi posiłkami pod wodzą króla Teoderyka. Z krwawego starcia zwycięsko wyszła armia rzymska, pomimo śmierci króla Wizygotów. Hunowie ponieśli wielkie straty. Dokładnie sto lat po bitwie historyk Jordanes napisze: starożytność nie zna bitwy równie okrutnej, równie wielkiej i toczonej z podobną zażartością (Iord., Getica, 207). Aecjusz uratował Galię przed spustoszeniem. Czy jednak uratował Rzym?
Historia odpowiada jednoznacznie: nie. Aecjusz miał szansę zadać Attyli ostateczny cios i rozbić w pył wojsko Hunów, a jednak tego nie uczynił. Dlaczego? Niektórzy przyczynę widzą w osobistej sympatii i wzajemnym szacunku obu wielkich wodzów. Bardziej prawdopodobna jednak wydaje się wersja mówiąca o tym, że comes Aecjusz, który sprawował faktyczną władzę w cesarstwie zachodnim, bał się wzrostu potęgi sojuszniczych Wizygotów. Innymi słowy, istniała obawa, że po rozbiciu Hunów, Rzym będzie musiał walczyć z Gotami, co zresztą wkrótce okazało się prawdą. Dlatego też Aecjusz nie chciał zbytnio osłabiać Attyli, aby Hunowie mogli nadal stanowić przeciwwagę dla Wizygotów. Decyzja ta okazała się być katastrofalna, bo już w 452 r. Attyla najechał Italię zdobywając i niszcząc Akwileję, a następnie kierując się w stronę Rzymu.
A zatem, choć nie można odmówić Aecjuszowi militarnego zwycięstwa nad Attylą, trudno nazwać go „wybawcą Rzymu”, skoro przez jego decyzję o niewykorzystaniu w pełni swojego tryumfu, cesarz Walentynian III miał w Italii poważne kłopoty. Kto zatem ostatecznie powstrzymał Attylę przed zdobyciem Rzymu i rzuceniem cesarstwa na kolana?
Spotkanie nad rzeką Mincius
Po zdobyciu Akwilei, Attyla zamierzał zdobyć Rzym. Byłby to jego największy tryumf nad Rzymianami, zwieńczenie kampanii przeciw cesarstwu. Jednak wódz Hunów, nazywany przez drżących ze strachu mieszkańców Italii „Biczem Bożym” (łac. Fragellum Dei), napotkał spore trudności logistyczne po drodze. W jego armii zmęczonej głodem i zarazą pojawiły się nastroje buntownicze. Część podwładnych wodza Hunów zwracała mu uwagę na fakt, że jedyny dotychczasowy zdobywca Rzymu z 410 r., Alaryk, król Wizygotów, zmarł niedługo po swoim zwycięstwie. Idąc za tym przesądem, zdobycie Rzymu mogłoby dla Attyli oznaczać rychły koniec życia. Władca Hunów zaczął więc wahać się nad dalszym przebiegiem kampanii. I wtedy na północ Italii przybyło poselstwo z Wiecznego Miasta.
Biskup Rzymu, Leon, z własnej inicjatywy wyruszył Attyli na spotkanie. Według znanej powszechnie i ugruntowanej w kulturze chrześcijańskiej wersji wydarzeń, to właśnie papież miał przekonać Attylę do odwrotu za Dunaj. Jak tego dokonał? Jedna wersja mówi o cudzie: wódz Hunów miał doświadczyć wizji młodzieńca o wyglądzie anioła, który groził mu śmiercią w razie kontynuowania najazdu. Inna wersja mówi o elokwencji i sile argumentów Leona Wielkiego, który przekonał Attylę, że Rzym jest gotowy uznać zwycięstwo Hunów, zaś realną wrogą siłą pozostają dla Attyli Wizygoci nadal przez niego niepokonani. Wódz Hunów, zabrawszy ze sobą łupy, jeszcze w 452 r. wycofał się z Italii. Rzym został ocalony. Czy jednak rzeczywiście wrażenie, jakie wywarła na Attyli postać papieża, wystarczyło do zarządzenia odwrotu?
Cios w plecy
Historycy zwracają uwagę na jeszcze jeden fakt, który łatwo umyka uwadze, a który dla pisarzy w V w. miał jednak spore znaczenie. Mowa o działaniach cesarstwa wschodniorzymskiego. Otóż w 450 r. na tronie w Konstantynopolu zasiadł cesarz Marcjan, który dla umocnienia swoich rządów poślubił wdowę po poprzedniku – Pulcherię. Jednak Walentynian III, cesarz zachodniorzymski, nie chciał uznać tytułu Marcjana, uważając siebie za jedynego legalnego władcę całości cesarstwa. Jednak nowy cesarz wschodniorzymski okazał się być władcą nad wyraz przemyślnym.
Zaraz na początku swojego panowania, Marcjan odmówił złożenia Attyli zwyczajowej, wysokiej daniny, którą poprzednik składał w zamian za pozostawienie przez Hunów cesarstwa w spokoju. Ta śmiałość oburzyła Attylę, który jednak z powodu planowanej kampanii na zachodzie, nie zamierzał na razie interweniować przeciw Konstantynopolowi. Na razie.
Jednak w 451 r. plany nie ułożyły się po myśli Hunów. Tymczasem Marcjan ostentacyjnie nie robił niczego, żeby pomóc cesarstwu zachodniorzymskiemu. Czekał, aż Walentynian uzna go oficjalnie za cesarza. W międzyczasie zwołał w 451 r. sobór do Chalcedonu, aby uregulować ważne kwestie kościelne. W obliczu najazdu Attyli na Italię i groźby zdobycia Rzymu, Walentynian za namową Aecjusza wreszcie niechętnie uznał Marcjana za cesarza w 452 r. Wtedy Marcjan niezwłocznie wysłał swoje wojska za Dunaj w kierunku Panonii, na ziemie znajdujące się pod panowaniem Hunów. I to właśnie ze względu na groźbę otrzymania „ciosu w plecy” Attyla miał zdecydować się na odwrót i zawarcie pokoju z Rzymem. Aleksander Krawczuk pisze, że w ten sposób Marcjan stał się rzeczywistym zbawcą Rzymu.
Kto więc powstrzymał Attylę?
Kto jednak tak naprawdę był „rzeczywistym zbawcą Rzymu”? Kronikarz Hydacjusz (V w.) podkreśla, że to trudna sytuacja armii Hunów i posiłki cesarza Marcjana miały największy wpływ na odwrót Attyli (Hyd., Chronicon, 146). Jordanes (VI w.) podkreśla zarówno wielką wagę bitwy na Polach Katalaunijskich, jak i rolę papieża Leona, dzięki któremu Attyla szybko powściągnął krwiożercze zapędy swojego wojska (Iord, Getica, 223). W swoim drugim dziele ten sam historyk pisze jednak, że to Marcjan uśmierzył groźby Attyli (Iord., De summa temp., 333).
Pytanie nie ma zatem jednoznacznej odpowiedzi. Czy jednak problem musi pozostać nierozstrzygnięty? Czy wszystkie odpowiedzi nie mogą być poprawne? Zwycięstwo Aecjusza, choć niewykorzystane, zaskoczyło Hunów, ostudziło ich bitewny zapał i pokrzyżowało plany Attyli. Zmęczone kampanią wojsko, pomimo sukcesu w Akwilei, zmagało się po drodze z wieloma z trudnościami. Papież Leon, własną osobowością i siłą perswazji, nakłonił Attylę do porzucenia zamiaru zdobycia Rzymu. Wieści o nagłej pomocy ze strony Marcjana zaskoczyły Hunów i ostatecznie wpłynęły na decyzję o odwrocie. I choć Attyla jeszcze odgrażał się Rzymianom i planował kolejne kampanie przeciwko nim, to już w 453 r. jego nagła śmierć na zawsze zniweczyła te ambitne plany.
Można zatem uznać, że ostateczne powstrzymanie Attyli stało się możliwe głównie dzięki roli, jaką odegrały trzy postacie: Flawiusz Aecjusz, Leon Wielki oraz Marcjan. Trzeba pamiętać również o walecznym królu Teoderyku czy cesarzu Walentynianie III, którzy także mieli swój wpływ na krótkotrwałe ocalenie Rzymu. Krótkotrwałe, bo choć śmierć Attyli w 453 r. przyniosła Rzymianom ulgę, to już w następnych latach Wiecznym Miastem wstrząsnęły tak dramatyczne wydarzenia, że jego upadek stał się nieunikniony.







