Ta strona nie może być wyświetlana w ramkach

Przejdź do strony

Jeśli znajdziesz błąd ortograficzny lub merytoryczny, powiadom mnie, zaznaczając tekst i naciskając Ctrl + Enter.

Chwytanie dzikich zwierząt w antycznym Rzymie

Ten wpis dostępny jest także w języku: angielski (English)

Polowanie na słonie na arenie
Polowanie na słonie na arenie | Rysunek: Stefano Bianchetti / Corbis

Antyczni Rzymianie łapali dzikie zwierzęta głównie na potrzeby organizowanych walk i polowań w amfiteatrach (tzw. venationes). Egzotyczne zwierzęta sprowadzano z wielu krain i prowincji, a ich łapaniem najczęściej trudzili się tubylcy, którzy byli obeznani w swoim fachu i okolicy.

Głównym źródłem dostaw zwierząt była Afryka, skąd sprowadzano hipopotamy, lwy, słonie, żyrafy, nosorożce, leopardy. Z Indii sprowadzano tygrysy; co ciekawe badaniaLion kings: Capturing the beasts for the Colosseum, 'Guardian', 19 czerwca 2002" data-footid="1">1 wskazują, że tygrysy nie były chwytane jedynie w Indiach, lecz także w Armenii. Stamtąd były transportowane drogą morską. Z północnej i środkowej Europy przewożono niedźwiedzie, jelenie, dziki.

Szczególną atrakcją wśród widowisk cieszyły się lwy, których walkę w Rzymie po raz pierwszy urządzić miał Kwintus Scewola w czasie piastowania swojego stanowiska edyla w roku 95 p.n.e. Pretor Sulla w roku 93 p.n.e. wprowadził na arenę aż sto lwów. Pompejusz Wielki urządził igrzyska, na których pojawiło się 600 drapieżnych kotów, by potem Juliusz Cezar na swoim widowisku ukazał gawiedzi 400 osobników.

Same lwy chwytano urządzając pułapki poprzez wykopywanie odpowiednich dołów. Wspomina o tym grecki obserwator Oppian (poeta rzymski z II wieku n.e.). Wykopany dół był odpowiednio zasłonięty otaczającą go zakamuflowaną ścianą. Z dołu sterczał pal, na którym znajdowało się ciało jagnięcia. Kiedy do dołu wskoczył zwabiony lew, łowcy zamykali zwierzę w klatce.

Mozaika rzymska ukazująca kota drapieżnego.

Kolejnym sposobem było takie naprowadzenie, przy pomocy uderzania o tarcze przez opancerzonych jeźdźców, wystraszonego lwa, aby ten wpadł w sieci zastawione przez łowców. Łowcy także ubierali się w owcze skóry i skupiali uwagę lwa na sobie kolejno. Wycieńczone od ciągłego biegania za ofiarami i zdezorientowane zwierzę było następnie chwytane.

Pliniusz Straszy podaje także „niegodny” majestatu lwa, sposób okiełznania zwierzęcia. Pewien pasterz z Getulii, zupełnie przez przypadek, narzucił wielkiemu kocurowi swój płaszcz na głowę, co skutecznie uspokoiło bestię. Sposób ten szybko przeniesiono na arenę. Jak sam Pliniusz zauważa: „Widocznie cała jego [lwa] siła tkwi we wzroku”.

Myśliwi polujący na tygrysy unikali bezpośredniej walki i zwykle chwytali dzikiego kota za młodu. Stosowano fortel polegający na wykradzeniu małych tygrysiątek z legowiska. Myśliwy na koniu kierował się do okrętu, wiedząc że matka z pewnością podąży za swoimi młodymi. Kiedy tylko tygrysica zbliżała się do jeźdźcy ten wypuszczał młode, które matka następnie zanosiła z powrotem do legowiska. Kiedy tygrysica ponownie doganiała myśliwego ten wypuszczał drugie tygrysiątko. W ten sposób myśliwy docierał do bezpiecznego miejsca lub okrętu i był w stanie dostarczyć do amfiteatrów młodego tygrysa. Innym sposobem na odwrócenie uwagi ścigającej tygrysicy było upuszczenie lustra przez myśliwego; samica przyglądała się swojemu odbiciu, myśląc, że to jej młode.

Tygrysica widzi w lustrze swoje młode.

Szczególną atrakcją były słonie, które Rzymianie poznali na początku III wieku p.n.e., w czasie wojny z Pyrrusem, królem Epiru, a potem w roku 250 p.n.e. w czasie konfliktu z Punijczykami. Wówczas to Rzymianie zdobyli na Kartagińczykach 140 osobników po zwycięstwie Lucjusza Metullusa Pontifeksa na Sycylii. Pliniusz Starszy wspomina w swoim dziele encyklopedycznym „Historia naturalna”, że stado słoni otoczone przez myśliwych ustawia się w taki sposób, aby na przodzie znajdowały się osobniki z najmniejszymi kłami. W ten sposób podobno chcą one przekonać ludzi, że nie warto jest starać się o kość słoniową. Kiedy zwierzęta są wycieńczone walką, łamią swoje kły uderzając w drzewa. W ten sposób ratują życie zostawiając drogocenną zdobycz łowcom. Jeżeli chodzi o słonie to po raz pierwszy podziwiano ich walkę w amfiteatrze w Rzymie w roku 99 p.n.e.

Pliniusz podaje także sposoby chwytania zwierząt w Indiach i Afryce oraz ich współpracę w stadzie:

W Indiach polują na słonie w ten sposób, że dozorca jedzie na oswojonym słoniu i jeżeli spotka samotne zwierzę lub uda mu się odpędzić jedną sztukę od stada, pędzi go naprzód bijąc. Gdy słoń się zmęczy, wtedy przesiada się na niego i kieruje nim tak jak poprzednim. W Afryce chwytają słonie w doły; jeżeli jednak jakiś słoń zabłądzi i wpadnie w dół, wszystkie inne natychmiast znoszą gałęzie, staczają duże głazy, usypują wały i wszelkimi sposobami usiłują go wydobyć. Dawniej królowie chcąc oswoić te zwierzęta kazali ludziom na koniach zapędzić je do sztucznie zrobionej kotliny, która wprowadzała je w błąd swoją wielką przestrzenią, i tam odcięte wałami i rowami zmuszali je do posłuszeństwa głodem; o tym, że się oswoiły, świadczyło ich zachowanie się, kiedy łagodnie brały podawane im gałązki.

Pliniusz Starszy, Historia naturalna, VIII.8

Naturalnie myśliwi stosowali także znacznie bardziej brutalne metody do zmuszenia słoni do podporządkowania się:

Obecnie ci, którzy chcą zdobyć ich kły, celują w nogi, które są bardzo wrażliwe. Sąsiadujący z Etiopią Troglodyci, dla których te polowania są jedynym źródłem pożywienia, wchodzą na drzewa w pobliżu drogi, które zazwyczaj przyciągają słonie, i kiedy zobaczą ostatnie szeregi stada, zeskakują im na grzbiet blisko ogona, lewą ręką chwytają ogon, nogami ściskają prawą nogę zwierzęcia i tak wisząc przecinają ścięgna u nogi bardzo ostrą siekierą, którą trzymają w prawej ręce. Kiedy zwierz raniony zwalnia bieg, przecinają ścięgna drugiej nogi. A wszystko to wykonują z niezwykłą zręcznością. Stosują jeszcze inny, mniej niebezpieczny, lecz bardziej podstępny sposób: wbijają głęboko w ziemię ogromne naciągnięte łuki; łuki te trzymają ludzie bardzo silni, a drudzy z równą siłą naciągają je i, kiedy słonie przechodzą, wypuszczają w nie pociski zamiast strzał, potem ścigają je idąc śladami krwi.

Pliniusz Starszy, Historia naturalna, VIII.8

Słoń na rzymskiej mozaice.

Z listu Kasjusza Oktawiusza z Arretium do Donatusa dowiadujemy się o sposobach chwytania dzikich bestii:

Piszę ten list z Thamugadi w Afryce, dokąd wysłał mnie cesarz Trajan, bym zorganizował łowy na drapieżne zwierzęta. Wiesz, jakich ilości tych zwierząt potrzeba, by zadowolić te tłumy nierobów w mieście dopominających się igrzysk i gotowych w każdej chwili do buntu. Lud domaga się igrzysk coraz bardziej wyszukanych. Nie chce już oglądać zaprzęgu panter, słoni przyklękających, by trąbą wypisać na piasku Circus Maximus imię cesarza, ani też gladiatorów walczących z lwami. Dziś potrzeba stad niedźwiedzi walczących z bawołami i byków z nosorożcami. Markus – znasz go przecież – opowiadał mi, że widział w Koloseum okrutne widowisko, gdy dowódca szkoły gladiatorów zbił do krwi nagiego mężczyznę chcąc go zmusić do rozdzielenia ogromnego niedźwiedzia walczącego z turem z Germanii. Trzech ludzi zginęło, zanim czwartemu udało się tego dokonać, ale i on został rozszarpany i rozdeptany. Mówił także, że w Lugdunum widział kobiety przywiązane do rogów byków z Poenii, rozjuszonych przez strzelających do nich łuczników.
Mansuetarii Maksimusa opowiadali mi, że wynaleźli sposób na „rozruszanie” słoni walczących z bykami i nosorożcami: przed spektaklem podawali im do picia wywar z ryżu i trzcin. W Koloseum zaś w tym celu wbijano słoniom w ciało zapalone strzały, gdyż sposób ten szczególnie podobał się publiczności. Moim zdaniem, igrzyska cyrkowe są bardzo okrutne, ale – jak mnie przekonywano – pozwalają zachować spokój w imperium… Na jak długo jeszcze, drogi Donatusie?
Tym gorzej, że już teraz coraz trudniej zaopatrzyć się w dzikie zwierzęta. W niektórych rejonach pewne gatunki zniknęły już całkowicie. W Nubii nie ma już hipopotamów, w Mezopotamii – lwów, w Afryce Północnej – skąd ci piszę – słoni.
Musiałem przemierzyć prawie wszystkie rejony naszych prowincji Tingitany i Mauretanii i zorganizować wiele polowań, by zaspokoić żądanie cesarza. Przywiozę mu kilkaset gepardów, panter i lwów, dwieście bawołów oraz strusie i antylopy do jego ogrodu. Ma tam już ponad jedenaście tysięcy zwierząt i custos vivarii ma z nimi sporo roboty.
Nasi koloniści bardzo mi pomogli w odłowieniu takiej ilości zwierząt. Pożyczyłem od nich sieci, gdyż nie przewidziałem, że trzeba będzie otoczyć aż tak wielkie tereny łowów. Jest to zresztą jedyny skuteczny sposób na złapanie większej ilości zwierząt naraz. Po założeniu sieci jeźdźcy na koniach zapędzają do nich drapieżniki przy pomocy specjalnie tresowanych psów, rzucając oszczepami, kamieniami i wymachując drągami z jaskrawo czerwonym pióropuszem na końcu. Schwytane i całkowicie ogłupiałe zwierzęta wyciąga się z sieci i zamyka w specjalnie przygotowanych klatkach. Nikt nie odważy się podejść do zwierzęcia w sieci bez tarczy i zapalonej pochodni. Mimo to, od czasu gdy tu jestem, zginęło już lub zostało rannych ponad dwudziestu moich ludzi; a prawie setkę drapieżników musieliśmy zabić, gdyż były zbyt rozwścieczone i nie pozwalały się zamknąć w klatce. Napisałem do cesarza, że będę potrzebował więcej ludzi, skoro mam wyruszyć na południe po słonie, hipopotamy, nosorożce i być może żyrafy, na których mu tak bardzo zależy. Muszę ci jednak szczerze wyznać, że tak krwawe zajęcie wcale mnie nie bawi i już chciałbym być w mojej willi w Arretium i zająć się swoimi pawiami. W drodze powrotnej postaram się wpaść na Korsykę i zobaczę, co dzieje się z bażantami z Trapezusu, które wypuściliśmy tam na wolność, by sprawdzić, czy się zaaklimatyzują.
Bywaj zdrów.

Pierre Miquel i Yvon Le Gall, Tak żyli ludzie: W cesarstwie rzymskim

Najczęściej słonie były pędzone przez łowców w taki sposób, by te wpadły do dziury; leopardy z kolei były ścigane przy pomocy płonących pochodni przez grupę opancerzonych jeźdźców.

Myśliwi zapędzający niedźwiedzie w zasadzkę z sieci.

Do chwytania dzikich zwierząt wykorzystywani byli także żołnierze. Często do armii dostawali się mężczyźni wywodzący się z lokalnych obszarów, którzy byli specjalistami w łapaniu i polowaniu na tamtejszego dzikiego zwierza. Znany jest nam na przykład niejaki Cessoniusa Ammausiusa, żołnierza XXX legionu stacjonującego nad Renem, który sam siebie określał słowem ursarius – archeolodzy tłumaczą go jako „łowca niedźwiedzi”. W Kolonii (Niemcy) natrafiono na inskrypcję, w której wspomina się schwytanie 50 niedźwiedzi w ciągu sześciu miesięcy przez jednego z myśliwych.

Przypisy
  1. Lion kings: Capturing the beasts for the Colosseum, "Guardian", 19 czerwca 2002
Źródła wykorzystane
  • Pliniusz Starszy, Historia naturalna
  • Winniczuk Lidia, Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu, PWN, Warszawa 1983

IMPERIUM ROMANUM potrzebuje Twojego wsparcia!

Aby portal mógł istnieć i się dalej rozwijać potrzebne jest finansowe wsparcie. Nawet najmniejsze kwoty pozwolą mi opłacić dalsze poprawki, ulepszenia na stronie oraz serwer. Wierzę w to, że będę mógł liczyć na szersze wsparcie, które pozwoli mi jeszcze bardziej poświęcić się mojej pracy i pasji, maksymalnie usprawniać stronę oraz ukazywać świat antycznych Rzymian w interesującej formie.

Wesprzyj IMPERIUM ROMANUM!

Nowości ze świata antycznego Rzymu

Jeżeli chcesz być na bieżąco z nowościami na portalu oraz odkryciami ze świata antycznego Rzymu, zapisz się do newslettera.

Zapisz się do newslettera!

Księgarnia rzymska

Zapraszam do kupowania ciekawych książek poświęconych historii antycznego Rzymu i starożytności. Czytelnikom przysługuje rabat na wszelkie zakupy (hasło do rabatu: imperiumromanum).

Zajrzyj do księgarni

Raport o błędzie

Poniższy tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów