W czasach Republiki procedura wypowiadania wojen przez Rzymian była niezwykle skomplikowana i kilkuetapowa. Zawierała ona bardzo wiele zasad, których ścisłe przestrzeganie miało ogromne znaczenie. Wypowiedzenie wojny składało się też z wielu obrzędów o charakterze religijnym.
Rzymianie dążyli do tego, aby konflikt zbrojny był wojną słuszną, sprawiedliwą (bellum iustum). Należy jednak zaznaczyć, że pojęcie „wojny sprawiedliwej” było przez starożytnych Rzymian całkiem inaczej rozumiane, niż w obecnych czasach. Aktualnie „wojna sprawiedliwa” odnosi się m.in. do sytuacji, gdy konflikt zbrojny jest moralnie uzasadniony. W czasach Republiki Rzymianie podchodzili do tego zagadnienia czysto formalnie. Wojna sprawiedliwa to była wojna wszczęta zgodnie z procedurą sakralno-prawną.
Natomiast czynnik „moralny” daje się zauważyć w przesłance wypowiadania wojny – musiała to być „słuszna przyczyna” (iusta causa belli). Do takich zaliczano np. naruszenie terytorium, złamanie sojuszu, atak na sojuszników, naruszenie traktatu pokojowego, obraza posłów.
Za ceremonię wypowiedzenia wojny odpowiedzialne było kapłańskie kolegium fecjałów. Niezwykle sformalizowany obrzęd dzielił się na następujące etapy:
- żądanie naprawienia szkody (rerum repetitio), które stanowiło też zapowiedź wojny (belli denuntiatio).
- zgoda organów państwowych (senatu i zgromadzeń ludowych).
- samo wypowiedzenie wojny (belli indicatio).
Najpierw więc Rzym wysyłał poselstwo, w którym domagano się od wrogiego państwa naprawienia wyrządzonych szkód (rerum repetitio). Obrzęd ten był bardzo doniosły, a wysłany przedstawiciel powtarzał żądanie kilkukrotnie. Jeśli nieprzyjacielskie państwo zgadzało się z postulatami, do wojny nie dochodziło. Jednak w razie odmowy zapowiadano, że spowoduje to wybuch wojny, przy czym miało to nastąpić po 33 dniach (według innych źródeł – po 30 dniach).
Zgodę na wypowiedzenie wojny musiał wyrazić zarówno senat (poprzez swą uchwałę, tzw. senatus consultum), a także zgromadzenia ludowe (zgromadzenia centurialne, a potem także komicja trybusowe). Te drugie głosowały w ten sposób, że najpierw głosowano w ramach każdej centurii lub tribus, a potem zbierano głosy i decydowała większość, gdzie każde zgromadzenie liczono jako jeden głos.
Trzecim elementem ceremoniału było formalne wypowiedzenie wojny (belli indicatio). Obywało się ono w niezwykle barwny sposób. Otóż kapłan (fecjał) szedł z włócznią na granicę wrogiego państwa i tam – po wypowiedzeniu określonej formuły – rzucał ją w terytorium przeciwnika. Włócznia miała albo żelazny grot, albo wykonany z drewna opalonego ogniem. Była ona też pomazana krwią.
Kolejny aspekt jest nieco humorystyczny. Rzymianie – jak wiadomo – byli narodem niezwykle praktycznym, także jeśli chodzi o rozwiązania prawne. Rzucanie włócznią we wrogie terytorium nie stanowiło problemu, gdy Rzym toczył wojny z bliskimi sąsiadami. Potem jednak przebycie drogi przez kapłana do granic nieprzyjacielskiego państwa byłoby trudne i czasochłonne. Gdy więc wypowiadano wojnę Epirowi władanemu przez słynnego króla Pyrrusa, poradzono sobie w ten sposób, że zmuszono jednego z jeńców wojennych do zakupu skrawka ziemi przy świątyni Bellony. Następnie właśnie tam ciśnięto włócznię. Od tego momentu ziemia ta była symbolicznie traktowana jako własność każdego wroga Rzymu i używania do wypowiadania wojen.




